wtorek, 27 sierpnia 2013

[KP] i can't change, even if i tried, even if i wanted to.

Louis William Morisson, 21 lat.
urodzony 24 grudnia 1991 roku w Londynie.
prezenter radiowy.
status: wolny.


„Nie marnuj swojego życia na to, aby zaimponować innym ludziom. Po prostu rób to co kochasz i kochaj to, co robisz.”


    Delikatna uroda. Intensywne, niebiesko – zielone oczy, otoczone wachlarzem długich, czarnych rzęs. Uroczy uśmiech, ułożony z wąskich, malinowych ust. Kasztanowe, zawsze roztrzepane włosy. Szczupła, zarazem umięśniona sylwetka.

    Poczucie humoru. Wesołość. Sarkazm. Upór. Wybuchowość. Lojalność. Troskliwość. Pewność siebie. Zdecydowanie. Doświadczenie.



„Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej.”


     Louis William Morisson to znienawidzony przez ojca prawnika i matkę lekarkę najstarszy spośród czwórki rodzeństwa. Upokarzany od najmłodszych lat. Nigdy nie doświadczył rodzicielskiej miłości.
    W wieku dwudziestu lat postanowił wyjechać z kraju, a jego wyborem okazała się słoneczna Wenecja. Od tego czasu nie utrzymuje kontaktu z rodziną. Jedynym wyjątkiem jest młodsza o dwa lata Analyse, od której chłopak często otrzymuje telefony.
    Zatrudnił się jako prezenter radiowy, aby mieć się z czego utrzymać. Uwielbia swoją pracę, ma świetny kontakt z ludźmi, którym podoba się jego poczucie humoru.
    Louis William Morisson to chłopak, który każdego dnia walczy i stawia czoło życiu.

 

·         posiada psa rasy hasky, któremu nadał imię Simba.
·         jeździ niebieskim mini cooperem.
·         do perfekcji opanował grę na fortepianie.
·         ma talent wokalny, jednak rzadko się nim chwali.
·         uwielbia kawę latte.
·         jest fanem tatuaży, sam jest posiadaczem dwudziestu sześciu.
·         nie zakłada skarpetek, jeśli nie musi.
·         jest wielkim fanem „Grease”.
·   nosi szkła kontaktowe.
·   jest dobrym piłkarzem, jego hobby to kopanie piłki.
·         okropny kucharz.

_____________________________________________________________________

Cześć i siema. Karta postaci póki co jest jaka jest, bardzo możliwe, że jeszcze ulegnie kilku zmianom. 
Razem z Louisem nie gryziemy, więc jesteśmy otwarci na jakiekolwiek wątki czy powiązana. Niestety rozpoczynanie nie przychodzi mi dosyć łatwo, aczkolwiek będę się starać jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie jestem zbyt tolerancyjna jeśli chodzi o wątki zawierające w sobie trzy zdania. To nie dla mnie. 
Mam nadzieję, że to będzie dobra zabawa. Uściski. Wasza Ellie.

Uwaga! cytaty zawarte w karcie postaci nie należą do mnie! To po prostu znalezione w internecie sentencje.


[KP] You got blood on yo' face, you big disgrace.

Jordan Westlake
dwudziestoczteroletnie dziecko
tatuażysta i współwłaściciel salonu tatuażu i piercingu "Gravity"
w Wenecji od pięciu lat
sam nie wie skąd się tu wziął. Imprezował ze znajomymi i nagle obudził się na lotniskowym krześle
zamieszkuje stary loft wraz z najlepszą przyjaciółką Mickey i kotką Berry
trzy czwarte powierzchni jego ciała stanowią tatuaże



Mamy przed sobą niezwykle specyficzną odmianę mężczyzny. Z jednej strony zupełnie nie jest gotowy do dorosłego życia, a zaś z drugiej, radzi sobie całkiem nieźle. Prawda jest taka, że większość rzeczy uchodzi mu na sucho. I nie wiadomo, czy chodzi tu o urok osobisty, czy po prostu urodził się pod szczęśliwą gwiazdą - ale trzeba mu przyznać, jest prawdziwym antymagnesem na pecha i nie martw się, przy nim nic ci nie grozi. No może oprócz niego samego. Człowiek porywczy, spontaniczny, lekkoduszny i może nawet trochę naiwny. Jego wymówką na wszystko są słowa "jestem artystą" i weź się z takim kłóć. Często przedkłada pierdoły nad rzeczy istotne i ważne, więc jest specem od spóźniania się i robienia wszystkiego na ostatnią minutę. Chyba nie pojmuje jeszcze znaczenia słów "obowiązki" i "systematyczność", dlatego w jego części loftu panuje wieczny bałagan (nie to, żeby Mickey była jakąś pedantycznie ułożoną kobietą, ale na pewno jej połowa mieszkania wygląda bardziej reprezentacyjnie). Jedyną rzeczą, do której naprawdę się przykłada, są szkice. I nieważne czy chodzi tu o projekty tatuaży, czy zwykłe bazgrołki z nudów - zawsze muszą być perfekcyjne. Rysowanie, szkicowanie, tatuowanie, fotografia - to jego największe pasje i jedyne rzeczy, w których jest naprawdę dobry. No, oprócz marudzenia.
Zero w nim romantyzmu, zero jakiejkolwiek wiedzy co do obchodzenia się z kobietami. Przestał już nawet liczyć ile razy dostał w twarz od płci pięknej. Najcenniejsze rady czerpie od swojej ex, kochanki, przyjaciółki, siostry, współlokatorki i wroga w jednym. Jordan i Mickey żywią do siebie naprawdę wybuchowe uczucia. Poznali się kiedy Jo robił dziewczynie tatuaż i od razu znaleźli wspólny język. Poszli na spacer, który przerodził się w zaliczenie największej imprezy w mieście. Wylądowali razem w łóżku - spodobało im się, więc zostali parą. Kupili wspólny loft i zamieszkali razem. Nawet kupili kota, żeby móc udawać, że mają dziecko, a potem wszystko zaczęło się psuć. Ostatecznie zerwali, ale dalej mieszkają razem. Dogadują się ze sobą nawzajem lepiej, niż z kimkolwiek innym, ale bywają tez momenty w których drą koty i wydzierają się na siebie całe dnie. Prawda jest taka, że Jo kocha Mickey, a Mickey kocha Jo. Czy to braterska miłość, czy bardziej gorący romans... Oni sami już chyba nie wiedzą.


Hey! I love you cause you're sweet and I love you

cause you're naughty
I love you for your mind but give me your body
I wanna be a toy at your birthday party
Wind me up - wind me up - wind me up - let me go



Urodzony w maju 1989 roku
Nigdy nie może zapamiętać którego dokładnie, więc świętuje cały miesiąc
Obywatelstwo norweskie, jednakże rodzice są brytyjczykami





hej, hej, hej, hej!
dawajcie szybko wątki, bo zrobiłam sobie przerwę w blogowaniu i jestem mega spragniona wątków!! :D męsko-męskich przepraszam, ale nie prowadzę, bo nie potrafię, najzwyczajniej w świecie :(
tytuł, Queen we will rock you, dalej Queen tear it up, wizerunek Oliver Sykes.
Mickey powinna jakoś na dniach pojawić się w wolnych postaciach :)
niedziela, 25 sierpnia 2013

[KP] Walczy o przestrzeń widomowymi paznokciami.

ARIA MARIA HARRINGTON
Urodzona jedenastego listopada, lat dwadzieścia pięć. Ojciec Anglik, matka Włoszka.
Pielęgniarka.

Pięć tysięcy czterysta osiemdziesiąt siedem nowych twarzy. Codziennie zakładana inna, choćby błagało się o zachowanie swojego własnego "ja". Rysy wciąż pozostają te same, zmieniają się jednak szczegóły. Inne oczy, inny uśmiech. Obcy jakby i zewnętrzny, gdyż dusza pozostaje nienaruszona. I cichy głosik w głowie nakazujący uciekać gdzie pieprz rośnie, bo tu źle, tu niedobrze, to nie to miejsce, dla którego chciałoby się oddać życie i sumienie. Pamięta smutną, nieurodziwą Anglię, w której się wychowała. Pamięta opowiadania babki, o tym, jak piękna jest Wenecja, jak inna i bardziej otwarta dla ludzi. Od najmłodszych lat marzyła, by uciec z kraju deszczu i szarości do czegoś bardziej kolorowego. Trzy miesiące temu jej się udało. Rodzice protestowali latami, chcieli ją zatrzymać, mówili, że we Włoszech będzie ciężej, że będzie sama i nikogo nie pozna. A tam miała wspomnienia, miała ich, grób swojego narzeczonego i ukochanego kota. Jednak serce zdecydowało i póki co nie żałuje swej decyzji.
Gdyby ktoś zapytał ją, jakim jest typem człowieka, bez wątpienia spojrzałaby na pytającego z mieszaniną zaciekawienia i pogardy, a także irytacji, by po chwili najzwyczajniej w świecie odpowiedzieć krótkie „jestem” i odejść w swoją stronę z podbródkiem uniesionym wysoko. Aria jest mieszaniną licznych, niejednokrotnie pozostających ze sobą w sprzeczności cech, które jednakże łączą się w zrównoważoną całość, sprawiając, iż jest niebywale interesującą istotą. Nigdy nie była wylewna i zawsze należała do tych skrytych i pozornie zamkniętych w sobie osób. Zawsze chowała w głębi swoje przemyślenia, czy też rozterki i z nikim się nimi nie dzieliła. Bez wątpienia przestała być typem romantycznego lekkoducha, unoszącego się o cal ponad ziemią, błądzącego w chmurach, szukającego prawdziwej miłości i rozwodzącego się nad każdym, nieco szybszym uderzeniem serca. Można by powiedzieć, że jej serce nie bije już od dawna i przyjmuje to z chłodnym wyrachowaniem. Działa z chorobliwą premedytacją, choć według osób postronnych jej definitywne decyzje, czy też zachowania zazwyczaj bywają nieklarowne. Woli uważnie słuchać, niźli permanentnie mówić – ma znikome zadatki na gorliwą krasomówczynię, aczkolwiek okazjonalnie zdarza jej się wygłosić wyczerpującą przemowę, o której zapomina jednak dość szybko, przechodząc do kolejnego punktu dnia. Nadzwyczaj wysoko ceni sobie nieprzejednanie i samodzielność. Śmieszą ją nie asertywne jednostki – uwielbia bawić się ludźmi, nakłaniać ich do rzeczy, których nigdy sami z siebie by nie zrobili, czy też przekonywać do swoich racji. Absolutnie nie popada w skrajności w skrajność; formalna egzaltacja to dla niej termin jak najbardziej enigmatyczny. Mimo tego zachowała dobre serce i wciąż wierzy w uprzejmość ludzi. Nie bez powodu postanowiła się pomagać tym, których sytuacja nie jest przyjemna.
Nie wie czy należy do kobiet urodziwych, jednakże potrafi wykorzystać swoje atuty, kiedy nadejdzie taka potrzeba. Sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupła, kobieca figura, piegowata buźka i rude, gęste włosy tworzą zrównoważoną całość, interesującą pod pewnymi względami, nie na tyle jednak, by zatrzymać się na dłużej.


[Lubimy wątki, powiązania. Szczególnie te damsko-męskie, toż to fetysz jakiś, chyba. Przepraszam za jakość karty i jej niezrozumiałość, nie wiem właściwie "co autor miał na myśli". Kocham wszystkich.]

[KP]

Christina Caradona
Wilma Terrori
DWADZIESCIA CZTERY LATA, WLOSZKA
PROWADZI WLASNY WARSZTAT SAMOCHODOWY
CZESTO BRANA JEST ZA MEZCZYZNE

Wilma Terrori, niezwykle inteligentna, ale i kompletnie niewychowana właścicielka warsztatu samochodowego „Tu Przyjedź”, słusznie uważana jest za osobę dziwną. Gdyby chcieć prześwietlić jej osobowość, okazałoby się, że momentami przejawia więcej cech męskich niż kobiecych, a ponad to można zaobserwować u niej zdecydowaną przewagę wad nad zaletami. Jednak mimo nieco zwariowanego poczucia humoru, ciętego języka i widocznych oznak bezstresowego wychowania, pod tą twardą skorupką skrywa się ciekawe wnętrze, które tylko czeka na odkrycie.

RODZINA. Wilma jest córką jednego z włoskich aktorów grywających w popularnych telenowelach – Franka Terrori, na którego widok mdleją obecnie wszystkie kobiety po sześćdziesiątce śledzące losy serialowego Marco od przeszło trzydziestu lat. Zawsze powtarza, że to po ojcu, który momentami zapomina swojego prawdziwego imienia i tego, że wcale nie rozstał się przed tygodniem z czwartą żoną, zostawiwszy ją z sześciorgiem dzieci, ma jakiś defekt psychiczny. Ciężko się z nią nie zgodzić, ale rodziny się nie wybiera.
CHARAKTER. Nie da się zaprzeczyć, że Wilma to energiczna, pełna życia i dobrego humoru młoda kobieta. Nie ma drugiej osoby, która miałaby tak wiele pomysłów na minutę i tak wiele z nich potrafiłaby wcielić w życie. Ale fakt, że wychowała się pod skrzydłami popularnego ojca zakręconego jak słoik na punkcie tej popularności sprawił, że posiadła wiele cech typowych dla rozpieszczonych jedynaczek. Między innymi bardzo krytycznie podchodzi do życia i ludzi – jest wiele spraw, wiele rzeczy i wiele ludzkich charakterów, które jej zwyczajnie nie pasują i nie omieszka się o tym poinformować. Ma także cholernie cięty język, jest bezczelna i nierzadko chamska. Ponieważ często nie może sobie poradzić sama ze sobą, co ma swoje źródło w nieumiejętności zrozumienia swojego charakteru i dokładnego odczytania swoich potrzeb (jakkolwiek głęboko i filozoficznie to brzmi), przechodzi od stanów przetykanej kuleniem się gdzieś z boku apatii do skrajnej hiperaktywności. Ponadto idealnie opisuje ją wcześniej użyte słowo „niewychowana”, bo przy każdym spotkaniu z nią odnosi się wrażenie, jakoby – pomimo swej inteligencji – nie znała podstawowych zasad savoir vivre.
PRACA. Jak na kobietę ma zdecydowanie nietypowe zainteresowania, a mianowicie samochody. To ta głęboko zakorzeniona w niej pasja skłoniła ją do tego, aby otworzyć swój warsztat. Wilma od dziecka lubiła oglądać z ojcem wyścigi rajdowe i zawody Formuły 1. Ku niezadowoleniu taty, który na pewno wolałby słyszeć głos komentatora sportowego zamiast jęków swojej córki, młoda Terrori zawsze gorąco go zapewniała, że kiedyś to ona będzie siedziała za kółkiem i machała do fanów przed telewizorami. Frank nigdy nie traktował tej dziecięcej paplaniny na poważnie, ale kiedy okazało się, że nastoletnia Wilma faktycznie planuje powiązać przyszłość z samochodami, nawet zaczął ją wspierać. Jej marzenie ostatecznie wcale się nie spełniło, ale przynajmniej robi to, co zaplanowała sobie przed laty jako swój plan awaryjny.
CIEKAWOSTKI. Co poza tym lubi Wilma? Spać w różnych dziwnych miejscach. Czytać kryminały. Zamawiać niezdrowe jedzenie późnymi wieczorami. Przeglądać foldery reklamowe sklepów spożywczych i supermarketów. Sport, a najbardziej grać w koszykówkę na boisku koło bloku razem ze swoimi nastoletnimi znajomymi. Nosić kapelusze. Spędzać wieczory przed laptopem i poznawać ludzi przez Internet. Dokuczać swojemu sąsiadowi, z którym się wychowywała, a który po dziś dzień nie może lub nie chce jej w to uwierzyć. Oraz swojego chomika, Suszaka.
Jeśli chodzi o rzeczy, których Terrori nie lubi, na pierwszym miejscu stawia egzekwo obiady u ojca, które najczęściej odbywają się w towarzystwie kolejnej nowej partnerki Franka, oraz gadanie, że kobieta nie może być dobrym kierowcą i znać się na samochodach lepiej niż facet. Ponad to nie przepada za muzyką, swoimi naturalnie kręconymi włosami, których do tej pory nie nauczyła się jeszcze ogarniać, oraz dziećmi. Nie lubi również być mylona z mężczyzną (kiedy jest w warsztacie, nosi bawełnianą czapkę, którą naciąga na czoło), chociaż w pewnym sensie ją to bawi.

ZDJECIA
POWIAZANIA
POSTY

Christina Caradona
sobota, 24 sierpnia 2013

[KP] What would you do if I told you I hate you?

Simon Faust Rothman
LAT 27 ✖ BIBLIOTEKARZ ✖ KAWALERKA W CENTRUM ✖ BRYTOL

       Od czasu do czasu na świecie pojawia się jakiś szczęściarz, któremu życie daje drugą szansę. Tylko głupi lub chory na głowę nie skorzystałby z takiej okazji, a tak się składa, że Samuel był jednym z nich. Los się do niego uśmiechnął, zesłał mu kogoś, kto chciał mu pomóc, a on bez zastanowienia tę pomoc odrzucił. Zdeptał swoją jedyną szansę na normalne życie, którego nigdy nie zaznał. Od dziecka niestabilnie emocjonalny sadysta, rozhisteryzowane dziecko i zagubiony chłopczyk, który nie potrafi dorosnąć. Pieprzony alkoholik, który każdego wieczora topi swoje smutki w butelce whiskey, by do pracy przyjść na kacu i chować się wśród tysiąca książek. Tylko wśród nich czuje się bezpieczny i dzięki nim udaje mu się przetrwać każdy boleśnie długi dzień, jednocześnie będąc na tyle spokojnym, by nie roznieść biblioteki na strzępki. Bez nich, tak samo jak bez alkoholu, potrafi być aż nazbyt agresywny, czego nikt nie jest świadomy. Może to i lepiej? Inaczej znowu wylądowałby na ulicy bez pracy i bez dachu nad głową.
      Przeszłość to przeszłość, nie warto jej roztrząsać. Czasami jednak nadchodzą takie chwile, gdy niespodziewanie do nas wraca. Raz są to lepsze wspomnienia, raz gorsze, różnie to bywa. Najgorzej jest jednak wtedy, gdy tych lepszych jest bardzo mało lub, co gorsza, nie ma ich wcale. W takich chwilach, kiedy do Simona wraca niezbyt kolorowa przeszłość, lepiej trzymać się od niego z daleka. Upity w trzy dupy, z niezbyt dobrym humorem, wcale nie jest dobrym towarzyszem do rozmowy. Zachowuje się wtedy jak niewychowana świnia bez manier, a przekleństwa są u niego jak przecinek w zdaniu. W międzyczasie potrafi też się rozpłakać, by chwilę później z kimś się pobić i wrócić do mieszkania na czworaka, starając się pozostać niezauważonym. Całe szczęście, nie zdarza mu się to zbyt często. Zazwyczaj jest spokojnym bibliotekarzem, który czai się gdzieś z tyłu i pojawia się dopiero wtedy, gdy jest potrzebny. Pozornie całkiem normalny facet z problemami, w rzeczywistości szaleniec, który się pogubił i nie może odnaleźć drogi powrotnej.


***********************************************************
Serdecznie witam wszystkich zebranych. Kartę sponsorowali: Eddie Redmayne oraz Hollywood Undead. Na wątki jam chętna, powiązania tym bardziej - szczególnie patologie, dramaty i inne pierdoły. Wątki średnie, nie odpisuję po kolei, czasami nie ma mnie kilka dni, bo mam swoje życie. Alleluja i do przodu! Amen.

[KP] It's fun until someone gets hurt...then it's hilarious.



Joshua Joseph Balz urodzony 10 września 1990 roku. Syn Amerykanina i Włoszki.
Balz, Josh lub jak to TJ zwykł mawiać „JJ” zawsze był postrzegany jako „duże dziecko”.  W wieku pięciu lat wykryto u niego nadpobudliwość psychoruchową, czyli ADHD. Lekarze mówili, że mu przejdzie, a rodzice głupio im wierzyli. Więc Balz dorastał sobie, szpikowany lekami, zmuszany do zajęć wyrównawczych i wkurzania logopedy dwa razy w tygodniu, co nic mu nie dało i ciągle jest obdarzony nadpobudliwością. Co ciekawe objawiającą się jak u dzieci, a nie jak u dorosłych – ci zazwyczaj mają problem z koncentracją i pamięcią krótkotrwałą. Przez swoją chorobę Josh ma tendencję do nagłych i szybkich ruchów, podrywania się z miejsca, bazgrze jak kura pazurem, źle układa zdania, jest bardzo ekspresyjny i emocjonalny, łatwo się rozprasza. Mimo wszystko jakoś udało mu się nauczyć grać na keyboardzie i przejść test IQ z wynikiem prawie 100 (z czego jest niesamowicie dumny).

 Niestety Bóg, który według niego nie istnieje, oprócz ADHD obdarował go też innymi zaburzeniami, na przykład alergiami na pyłki traw, brzozy i olszy, a także jad os i pszczół, sierść zwierząt, truskawki, cynamon, mleczko lateksowe, penicylinę, morfinę, orzeszki ziemne i owoce morza. Oprócz tego ma atopowe zapalenie skóry nasilające się przy wzmożonym stresie. Ma zaburzenia snu. Śpi po 3-4 godziny dziennie, budzi się w nocy, denerwując tym swojego współlokatora TJa, wstaje o czwartej i potrafi iść biegać (w końcu nie umie siedzieć bezczynnie). Zasypianie przysparza mu dużo problemów, bo przecież trzeba się nie ruszać, więc zazwyczaj kończy się na tym, że nie śpi u siebie, a gdzieś na podłodze obok łóżka TJ’a (czasem uda mu się wepchnąć obok niego, kiedy ten jest pijany i nie specjalnie kontaktuje).

Nie ukończył szkoły właśnie przez tego matoła wymienionego powyżej i przez to musi parzyć kawę w Starbucksie, zarabiając na ich oboje - no chyba że TJ ruszy dupę z kanapy i łaskawie porozdaje trochę ulotek. Mimo małego dochodu jakoś starcza im na litry alkoholu i kolejne tatuaże.

Lubi wkurzać sąsiadów graniem na keyboardzie, puszczaniem metalcore na całą kamienicę i krzykami skierowanymi wstronę TJ'a ("CO MOJA SKARPETKA ROBI W MIKROFALÓWCE?!") o czwartej nad ranem. Jeżeli już jest zmuszony siedzeć, to zazwyczaj wygina palce tak bardzo, że ląduje na ostrym dyżurze i wychodzi z szyną na dłoni. Czasem biega bez powodu w kółko. Kiedy się zdenerwuje, zazwyczaj TJ musi kucać, kiedy ciska w niego talerzami. Ale ogólnie miły z niego chłopak i czasem nawet trochę słodki. Chociaż potrafi wkurzać, szczególnie kiedy w pobliżu jest TJ i oboje zaczną, jak to się mówi w języku potocznym "trollować".




Ja i Josh staramy się być mili, więc nie trzeba się nas bać. Ja nie gryzę, temu usisz sobie zasłużyć, albo być TJ'em. Zapraszam do wątków :3
Cytat w tytule zaczerpnięty od Billie'go Joe Armstronga.

[KP]

Oscar Piazza
trzydzieści trzy lata, nauczyciel muzyki
DANE | OPIS | HISTORIA | RELACJE

[KP] Who will care for the falling?

Letizia Catarina Bertone
LAT 16 | UCZENNICA | MAŁA OSZUSTKA | DZIECIĘ Z PIEKŁA RODEM

     Mała jaskółeczka, która dzień po swoich urodzinach została podrzucona pewnej ubogiej, wielodzietnej rodzinie. Ogólnie nie narzeka, choć wciąż twierdzi, że matka mogła wybrać nieco lepiej i jak już chciała się jej pozbyć, powinna zostawić ją pod bramą domu jakichś miliarderów. Niestety, trafiła inaczej i musi jakoś z tym żyć. Jak również z tym, że mieszka w jednym pokoju z trzema młodszymi dzieciakami, musi pomagać matce w domu, a jej ubrania pochodzą z ciuchlandu znajdującego się ulicę dalej. Mimo wszystko, kocha tę rodzinę, chociaż nijak do niej nie pasuje. Blada jak ściana, strasznie niziutka, o blond włosach i pyzatej buźce, a także krzywych nogach, zupełnie nie przypomina pięknych, opalonych Włoszek. Charakterek też ma zupełnie różny, choć jej przybrani rodzice wychodzili z siebie, aby wychować ją na miłą, dobrze wychowaną damę. Nic jednak z tego nie wyszło, a Letizia zachowuje się jak mały demon, który niszczy wszystko na swojej drodze, aby zrobić innym na złość i mieć dobrą zabawę.
      Ciekawskie toto niezmiernie, które swój krótki nos wepcha wszędzie tam, gdzie nie trzeba. Letizia w ogóle lubi przebywać wszędzie, gdzie jej nie wolno, więc nic dziwnego, że często popada w kłopoty, którymi jednak nie obarcza swoich rodziców. Jest to chyba jedyna dwójka ludzi, których dziewczyna jako tako szanuje i stara się, aby nie dowiedzieli się co też wyprawia, gdy nie ma w jej domu. A co wyprawia? Szlaja się po niebezpiecznych miejscach z niebezpiecznymi ludźmi i kradnie co popadnie, gdy nikt nie widzi. Lubi szantażować ludzi, lubi kłamać, zwodzić za nos i pyskować. Nie ma z nią łatwo, niestety. Zbyt narwane dziecko o niewyparzonej gębie, które sądzi, że jest już dorosłe i może wszystko. Jednak w głębi duszy to wciąż tylko przestraszona wielkim światem szesnastolatka, która szuka kogoś, kto zechciałby się nią zaopiekować, chociaż sama przecież się do tego nie przyzna. Udaje odważną, udaje samowystarczalną, mała Zosia Samosia, która nikomu nie ufa.


Karta krótka, z czasem może zostanie nieco poszerzona.
Gif wzięty z tumblr.com, a na nim Chloe Moretz.
Cytat w tytule - Alex Clare.