sobota, 24 sierpnia 2013

[KP] It's fun until someone gets hurt...then it's hilarious.



Joshua Joseph Balz urodzony 10 września 1990 roku. Syn Amerykanina i Włoszki.
Balz, Josh lub jak to TJ zwykł mawiać „JJ” zawsze był postrzegany jako „duże dziecko”.  W wieku pięciu lat wykryto u niego nadpobudliwość psychoruchową, czyli ADHD. Lekarze mówili, że mu przejdzie, a rodzice głupio im wierzyli. Więc Balz dorastał sobie, szpikowany lekami, zmuszany do zajęć wyrównawczych i wkurzania logopedy dwa razy w tygodniu, co nic mu nie dało i ciągle jest obdarzony nadpobudliwością. Co ciekawe objawiającą się jak u dzieci, a nie jak u dorosłych – ci zazwyczaj mają problem z koncentracją i pamięcią krótkotrwałą. Przez swoją chorobę Josh ma tendencję do nagłych i szybkich ruchów, podrywania się z miejsca, bazgrze jak kura pazurem, źle układa zdania, jest bardzo ekspresyjny i emocjonalny, łatwo się rozprasza. Mimo wszystko jakoś udało mu się nauczyć grać na keyboardzie i przejść test IQ z wynikiem prawie 100 (z czego jest niesamowicie dumny).

 Niestety Bóg, który według niego nie istnieje, oprócz ADHD obdarował go też innymi zaburzeniami, na przykład alergiami na pyłki traw, brzozy i olszy, a także jad os i pszczół, sierść zwierząt, truskawki, cynamon, mleczko lateksowe, penicylinę, morfinę, orzeszki ziemne i owoce morza. Oprócz tego ma atopowe zapalenie skóry nasilające się przy wzmożonym stresie. Ma zaburzenia snu. Śpi po 3-4 godziny dziennie, budzi się w nocy, denerwując tym swojego współlokatora TJa, wstaje o czwartej i potrafi iść biegać (w końcu nie umie siedzieć bezczynnie). Zasypianie przysparza mu dużo problemów, bo przecież trzeba się nie ruszać, więc zazwyczaj kończy się na tym, że nie śpi u siebie, a gdzieś na podłodze obok łóżka TJ’a (czasem uda mu się wepchnąć obok niego, kiedy ten jest pijany i nie specjalnie kontaktuje).

Nie ukończył szkoły właśnie przez tego matoła wymienionego powyżej i przez to musi parzyć kawę w Starbucksie, zarabiając na ich oboje - no chyba że TJ ruszy dupę z kanapy i łaskawie porozdaje trochę ulotek. Mimo małego dochodu jakoś starcza im na litry alkoholu i kolejne tatuaże.

Lubi wkurzać sąsiadów graniem na keyboardzie, puszczaniem metalcore na całą kamienicę i krzykami skierowanymi wstronę TJ'a ("CO MOJA SKARPETKA ROBI W MIKROFALÓWCE?!") o czwartej nad ranem. Jeżeli już jest zmuszony siedzeć, to zazwyczaj wygina palce tak bardzo, że ląduje na ostrym dyżurze i wychodzi z szyną na dłoni. Czasem biega bez powodu w kółko. Kiedy się zdenerwuje, zazwyczaj TJ musi kucać, kiedy ciska w niego talerzami. Ale ogólnie miły z niego chłopak i czasem nawet trochę słodki. Chociaż potrafi wkurzać, szczególnie kiedy w pobliżu jest TJ i oboje zaczną, jak to się mówi w języku potocznym "trollować".




Ja i Josh staramy się być mili, więc nie trzeba się nas bać. Ja nie gryzę, temu usisz sobie zasłużyć, albo być TJ'em. Zapraszam do wątków :3
Cytat w tytule zaczerpnięty od Billie'go Joe Armstronga.

21 komentarzy:

  1. [ szczerze mówiąc nie umiem wymyślać. Mogłaby przesiadywać u niego w Starsbucks`ie, wydawać miliony na najdroższą kawę, a kiedyś z nudów przeglądałby jakąś gazetę zostawioną przez klientkę i natknąłby się na wzmiankę o niej. Skojarzyłby, że to ta baletnica co sobie po pijaku nogę rozpieprzyła i karierę zaprzepaściła, to teraz wydaje to co ma na kawę. Ewentualnie mogłaby być ich sąsiadką, w sensie nową, bo ona tu od roku, ale wciąż się gdzieś przenosi i nie znałaby ich zwyczajów, więc zrobiłaby nalot. Ewentualnie kot by jej spieprzył w nocy i wlazłby im przez okno. Toż by się przestraszył, że jakiś bydlak mu po mieszkaniu łazi, ale skojarzyłby do kogo należy.
    Nie umiem wymyślać. A co do długości to nawet i epopeja może być, lubię.]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  2. Poniedziałek: wstał z łóżka, opierniczał się ile wlazło, zdenerwował tym Josha i oberwał talerzem w głowę(na szczęście takim tekturowym, ale jednak te resztki jedzenia rozpłaszczone na policzku i tak nie były zbyt fajnym doświadczeniem).
    Wtorek: grał na gitarze od drugiej, do około czwartej, przyłapał Balza na wychodzeniu z domu("idę pobiegać!" - wypowiedziane z takim entuzjazmem brzmiało wręcz absurdalnie, ale co zrobisz, jak on ma ADHD i mnóstwo swoich dziwactw?), a potem położył się spać i obudził dopiero około trzynastej. Poszedł do sklepu, wrócił i zeżarł z JJ'em połowę tego, co przytaszczył do domu.
    Środa: zaciągnął Josha do kina i razem hałasowali przeszkadzając małolatom zachwycać się filmem o One Direction(przy czym TJ siedział cały film z łyżką przyczepioną do nosa, bo wyczytał gdzieś, że Liam się ich boi).
    Czwartek: głównym punktem tego dnia był koncert jakiegoś zespołu, którego najwyraźniej TJ nie darzył zbyt wielką sympatią, bo rzucał na scenę butelki z wodą i kubki po piwie oraz jakieś brudne papiery, za co został wyrzucony przez ochroniarzy.
    Piątek: strollowanie Josha na dzień dobry, ucieczka przed konsekwencjami tego niecnego uczynku, a następnie całonocna impreza.
    Podsumowując ostatnie pięć dni w życiu TJ'a wyglądały jakby się bardzo nudził.
    Dzisiaj miał wstać wcześniej, bo czekało go roznoszenie ulotek(obiegał Balzowi, że ruszy się do roboty po tygodniu leżenia na kanapie i imprezowania), ale już kiedy usłyszał irytujące dzwonienie budzika wiedział, że będzie ciężko. I owszem, było mu nawet bardzo ciężko. Przez dobrą chwilę leżał niezdolny nawet do wyciągnięcia ręki w stronę hałasującego od kilkunastu sekund telefonu. Kiedy w końcu chciał to zrobić zdał sobie sprawę z tego, że nie powodu mu tak ciężko...
    - JJ, matole... Złaź ze mnie... - wystękał, bezskutecznie szamocząc się pod nim. Po pierwsze nie miał siły, a po drugie to tak, jak wpaść pod pełną lodówkę(tzn. wystarczy poczekać, żeby została opróżniona, a będzie się łatwiej spod niej wydostać). Niestety Balz spał sobie smacznie, najwyraźniej zadowolony z faktu, że ma taką fajną poduszkę(szkoda, że zaraz ją zgniecie, o ile nie raczy podnieść dupska).
    - BAAAALZ, MÓWIĘ COŚ DO CIEBIE, DRANIU! - krzyknął, nadal próbując go z siebie zepchnąć. Rezultat był mniej więcej taki, że zdyszał się i zmęczył niepotrzebnie, a Josh nadal na nim leżał.
    - Josh... No, ruszaj się... - mruknął, macając lewą dłonią. W końcu natrafił na jego udo i uszczypał w nie. Dopiero to podziałało. - Nareszcie! Trolling czeka, a śniadania nie ma!

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak zupełnie swoją drogą TJ lubił być poduszką, bo sam czasem zasypiał opierając się o ramię Balza, bo wiedział, że ten go markerem permanentnym nie pomaże(co innego, gdy przychodziła nuda, a sytuacja się odwracała; wtedy ten mazak kusił, no i wyszło, jak wyszło, co zrobisz?). Nie miał nic przeciwko byciu ślinionym, a przynajmniej o ile ślinił go Josh. Przyzwyczaił się już do jego obecności i pozwalał na więcej niż komukolwiek innemu. Trudno było stwierdzić czy to przez fakt, że żyli obok siebie koegzystując w sympatii pomimo lekkich spięć co x czasu, czy dlatego, że nikt inny nie potrafił z nim zwyczajnie wytrzymać(no i przy okazji odwalać trollingów, a szkoda).
    - Za to mnie kochasz - oznajmił i posłał mu jeden z tych uśmiechów w typie "true story, bro", co jak zwykle wyszło mu krzywo(TJ całe życie miał krzywe, trzeba się już przyzwyczaić).
    Westchnął z ulgą, kiedy Josh raczył z niego wstać. Po kilku godzinach takiego ciężaru na plecach był trochę obolały, ale najwidoczniej swędzący pośladek zrobił na TJ'u większe wrażenie, bo w drodze do kuchni to właśnie nim zajął się najbardziej(wcześniej tylko zerknął na stan głowy Josha i stwierdził, że nie musi z nim jechać do szpitala na szycie ani po poradę "co zrobić, kiedy matoł ma wstrząs mózgu?").
    - To ja zrobię... Śniadanie - dodał tak dla pewności i zerknął na Josha, który właśnie podnosił się z podłogi. - Wygodny jestem? - podpytał, wypinając tyłek, żeby zanurkować do lodówki i wzdrygnąć się. Spał w koszulce i bokserkach(czyli w tym samym, w czym chodził od początku tygodnia - zapach pomimo wszystko chyba nie był zbyt odrzucający, skoro Balza nie zniechęcił, ewentualnie miał równie słabe powonienie co TJ - a co tak właściwie było stałym kompletem, w jakim paradował po domu; no, chyba, że się upił i zachciało mu się latać nago po kamienicy strasząc staruszki i deprawując dzieci).
    - Kurczę, ostatnio byłem na zakupach i już pusto w tej lodówce... - ponarzekał chwilę i tak się wystraszył klepnięcia w tyłek, że aż zarył głową we wnętrze lodówki, co skomentował barwną wiązanką przekleństw. Ostatecznie wyjął słoik masła czekoladowego własnej roboty("nie to co ta gówniana Nutella, nie uczuli cię, bo bez orzechów, żryj!"), parówki, przeterminowaną musztardę i talerzyk z kilkoma plasterkami wędliny oraz sera(ale widać, że co do tego miał jeszcze większą niepewność w oczach, niż co do rzeczonej wcześniej musztardy; chociaż przeterminowana to nadal wyglądała na musztardę).
    - Czego mnie klepiesz od rana? - burknął, przypominając sobie o sytuacji sprzed chwili. On tu go szczypnął ratując się od śmierci w typie nieszczęśliwego chomika, a ten go jeszcze bezczelnie klepie w takim momencie. Specjalnie to zrobił, gbur!

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  4. - Przepraszam, ale nie jestem tak wyćwiczony i nie potrafię sięgnąć rzeczy z lodówki stopą. Wybacz, że nie jestem tobą - mruknął, maczając nóż w gęstej, czekoladowej masie, którą następnie obsmarował wcześniej pokrojony chleb. Fakt, że Josh praktycznie się na nim opierał i dosłownie dyszał mu na szyję w ogóle nie stanowił problemu. Ba, to takie całkiem nawet przyjemne, że jest obok, chociaż i tak szybko stracił zainteresowanie wgapianiem się w rosnący stos kanapek.
    Odruchowo się skrzywił słysząc pop. Nie znosił tego badziewia, które leciało teraz w radiach, ale na płytę zareagował rozpromienieniem się. Najwyraźniej to, co leciało z płyty spodobało mu się dużo bardziej, a przynajmniej nie raniło jego uszu. Ogólnie pewnie nikt przy zdrowych zmysłach nie wytrzymałby z Joshem, bo ten potrafił obudzić całą kamienicę(wychodziło na to, że TJ jest jakimś alienem, czy innym kosmitą, bo jego to zupełnie nie ruszało) kiedy zaczynał grać na keyboardzie, ewentualnie w Call Of Duty, co zaczęło i TJ'a od pewnego czasu coraz bardziej wkręcać(chociaż był za takie gry zbyt nerwowy i najczęściej, gdy "ginął" to wciskał konsolę Balzowi pod same żebra, żeby nią nie rzucić, za to naprawdę miło było popatrzeć jak się cieszył wygrywając lub ubijając jakiegoś innego gracza).
    Ogólnie Balz był chyba jego jedynym prawdziwym uzależnieniem. JJ pomimo, że jeszcze nie nieszczególnie o tym wiedział, to nie umiał wytrzymać zbyt długo bez niego("Jak zaraz nie dacie mi tu Balza, to przysięgam - kurwa - skoczę!" no i faktycznie skoczył, tylko, że okazał się być nieco bardziej wytrzymały niż Hanka z "M jak Miłość" na działanie kartonów i nawet nie skończył jako kaleka, kiedy na nich wylądował, ale pierwsze co zrobił to pobiegł do JJ'a i ścisnął go tak mocno, że ten prawie żeber się pozbył. Wtedy to właściwie sam nie wiedział czy cieszy się tak dlatego, że przeżył, czy że faktycznie wyciągnięto Balza z knajpy, żeby mógł popatrzyć co po pijaku robi zdesperowany TJ).
    - Nie grzeb przy kolczykach, matole. Powtarzałem ci o tym już ze sto razy, jak nie więcej - mruknął, wchodząc do salonu z talerzem kanapek. Położył je na stoliku i posadził tyłek na podłokietniku sofy, a potem i tak przesiadł się na kolana Josha z nosem wtulonym w zagłębienie jego szyi, dzięki czemu to wieczne dziecko mogło sobie nadal grać.
    - Mocno śmierdzę? - spytał, bo sam miał praktycznie zerowe powonienie. Przebierał się zazwyczaj po tygodniu łażenia w tych samych ciuchach, a że pranie szło mu równie dobrze jak Joshowi posługiwanie się nożem do przygotowywania posiłków, to zazwyczaj brudne rzeczy zostawiał w łazience lub rzucone gdzieś na podłodze w którymś z pokoi i olewał sprawę. Krótko mówiąc on i pralka nie należeli to przyjaciół.
    - Dasz mi potem pograć? - podpytał, przeciągając się lekko, co właściwie poskutkowało tylko tym, że mocniej się do niego przytulił i zrobiło mu się zimno.
    - Cholerne okno - burknął, nieszczególnie mając ochotę schodzić teraz z Balza. Za wygodnie, no i nieczęsto Josh potrafi usiedzieć chwilę w miejscu(ale dzięki temu był świetnym kompanem wszelakich imprez i głupich akcji, które tak lubił TJ).
    Wczoraj nie zamknął okna, to do dzisiaj ciągle było otwarte i wpuszczało do środka domu chłodne powietrze.
    - Weź coś zjedz - mruknął i niechętnie zwlókł się z kolan JJ'a, a potem zatrzasnął okno i oparł się lekko o parapet. - Cholera, czemu ja nie mam apetytu? - zamamrotał pod nosem i polazł tam, skąd wrócił by opleść szyję Josha ramionami i westchnąć jak konający pracownik kamieniołomu.
    - Ubrudziłeś się, JJ.

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  5. - Ja, ciebie wszyscy kochają aż za bardzo, a mnie tylko ty. Widzisz tę zasadniczą różnicę? - mruknął, gapiąc się na niego z dziwnym entuzjazmem. Teoretycznie powinien go strasznie nie lubić, skoro Josh był od niego dziesięć razy bardziej uroczy(i przystojny w dodatku; nawet jak śmierdział i nie golił się od tygodnia), nawet gdy się o to nie starał, a tu... Taki entuzjazm w stylu TJ'a. Bez zupełnego uzasadnienia, ale i tak cieszy tę krzywą mordę. Najwyraźniej sam fakt, że Balz jeszcze się nim nie znudził był dla niego powodem do radości.
    TJ'a najłatwiej było obudzić zabierając mu jego poduszkę(za którą nieraz służył Balz, bo był po pierwsze ciepły, po drugie całkiem duży, po trzecie miękki i po czwarte było jak go porządnie przytulić, a to, że ślinił albo kładł człowiekowi łapę na brzuchu... No, to po prostu urzekało i już, a przynajmniej laski miały fajną niespodziankę jak budził się jednym ramieniem obejmując Josha, który wprosił się po ciemku do jego pokoju, a drugą jakieś laski, które przypałętały się z nimi do mieszkania).
    No i ogólnie to trochę zdziwił się tym, że zaraz po zeskoczeniu z dachu Josh najpierw go obmacał szukając złamań(na szczęście TJ-kretyn tylko obił sobie prawą rękę i przez kilka kolejnych dni z zacięciem wstawiał zdjęcia ze sporym siniakiem zmieniającym kolor na twittera, jakby to był ósmy cud świata, a nie krwiak, którego doznał w wyniku bycia idiotą i okazywania tego w taki, a nie inny sposób).
    Największą wadą Balza było chyba właśnie to, że pomimo noszenia soczewek nadal był ślepy, szczególnie na uczucia osób (czyt. w dużej mierze TJ'a), które miał najbliżej siebie.
    Na swoje nieszczęście Bell nie widział w nim jednak żadnych wad, w końcu kto inny zamartwiłby się o to, czy nie zostanie kaleką? Kto łaziłby za nim krok w krok? Na litość boską kto oprócz jakiegoś zdesperowanego masochisty chciałby z nim mieszkać przez sześć lat w jednym domu i dla niego spieprzyć sobie wszystkie plany na przyszłość? Kto, jak nie Balz?
    - Tu... - mruknął i przysunął się do niego. Starł mu czekoladę z kącika ust, a potem uśmiechnął się po swojemu i poklepał go po ramieniu, znowu gdzieś sobie idąc. TJ jak to TJ dość szybko znalazł sobie wymówkę na wybrnięcie z sytuacji. - To ja idę się wykąpać i tak w ogóle to nie otwieraj drzwi nożem, tylko... Tylko wejdź, tak po prostu. Otwarte będzie - poinformował go, trochę się zacinając, bo nie wiedział jak ma ubrać w słowa swoje zamiary.
    Dziwnie czuł się rozbierając z tą świadomością, że Balz może mu wparować do łazienki w każdej chwili, chociaż do jasnej cholery robił dokładnie to samo tylko wcześniej dodatkowo masakrując zamek nożem, jak jakiś napalony pedobear, który chce dostać się do swojej ofiary.

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  6. - Uważałbyś trochę, nie chcę z tobą jechać na szycie, jak to ty masz być szyty - mruknął, marszcząc zabawnie nos, bo woda leciała mu prosto na twarz i w pierwszym momencie nie był pewien gdzie ta sierotka-Marysia w ogóle się znajduje i do jej(a właściwie to jego a nie jej, ach nie bawmy się w szczegóły) lokalizacji przyczyniło się to, że nic jej (mu) nic nie jest.
    Na szycie TJ musiał jechać dwa razy. Za pierwszym w wieku dwunastu lat, kiedy dostał wyzwanie zeskoczenia ze zjeżdżalni do piaskownicy (Josh uprzedzał go, że to zły pomysł i nawet próbował go stamtąd ściągnąć, ale było już i tak za późno na pomoc, w końcu idiotyzm przechodzi w genach z rodziców na dziecko) i chłopak wrzeszcząc jak opętany trafił do zabiegowego, gdzie wyjęto mu szkło z kolana, a następnie założono ze trzy albo cztery szwy(w tej chwili nie był tego pewien, ale Balz miał lepszą pamięć do takich spraw, więc pewnie on mógłby to uściślić). Drugi raz był wtedy, kiedy TJ stwierdził, że chce się nauczyć jeździć na deskorolce(bo uznał, że to fajnie wygląda jak Josh jeździ i może uda mu się wyrwać na to kilka lasek). Skończyło się tak, że TJ przejechał całym ciałem po betonie i trzeba było mu założyć kilka szwów (między innymi parę na czole dwanaście na jednej ręce - wytrzymał to tylko dlatego, że Balz był obok i trzymał go za drugą łapę, zmuszony do słuchania wycia i wrzasków upstrzonych przekleństwami oraz pięknymiepitetami rzucanymi nie tyle pod adres deskorolki, betonu, czy własnej głupoty ("No, ja nie dam rady się nauczyć?!"), tylko lekarza, który owe szwy zakładał, bo chciał wywalić z zabiegowego Josha, a za to TJ by chyba zabił).
    - Nie uderz się w głowę - ostrzegł, najwyraźniej samemu zauważając, że przyfasolenie o coś łepetyną raz na dzień w zupełności wystarcza(ciekawe, czy uszlachetnia...).
    Generalnie stał sobie na golasa pod prysznicem i wyglądał jak zmokły kurczak, którego pomalowano flamastrami(tutaj dużą kwestię spełniały tatuaże, to jak ostatnio schudł - bo wolał robić kanapki Joshowi, niż sobie - i włosy, które po spotkaniu z wodą oraz szamponem poskręcały się i powywijały we wszystkie kierunki, co oznaczał mniej więcej tyle, że niedługo TJ'owi będzie trzeba je wyprostować prostownicą, bo inaczej sierota się jak zwykle poparzy albo spróbuje to zrobić żelazkiem, bo uzna, że to łatwiejsze i bardziej bezpieczne, bullshit).

    TJ BELL

    [1/2]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Ogoliłbyś się. Drapiesz - mruknął i posłał mu dumny z siebie uśmiech, wychodząc mokry spod prysznica. Dzisiaj zmieszał wszystkie rodzaje mydła jakie mieli w domu, więc gdyby ktoś stwierdził, że śmierdzi, to chyba zamknąłby się w perfumerii i czekał aż przesiąknie zapachami tych wszystkich pachnideł(podobno każdy był ładny, ale on i tak tego nie doceniał; ze wszystkich zapachów typu perfumy/antyperspiranty i tym podobne najlepiej udawało mu się rozpoznać zapach dezodorantu Balza, który czasami mu podkradał, bo jak nie chciało mu się myć, to i ulotne działanie dezodorantu było dobre).
      - Tak nawiązując do tematu... Czy ja też się liczę? - mruknął, opatulając się ręcznikiem, który potem rzucił na podłogę i wytarł nim mokre ślady, które zrobił na podłodze.
      - Idź ostrożnie, bo się wywalisz, mokro jest - znowu wolał ostrzec. Nawet mu rękę podał i zupełnie zignorował fakt, że jest tak z lekka... No, po prostu, że jest nagi, a i tak proponuje pomoc Balzowi jak gdyby nigdy nic(jemu zawsze lepiej zaproponować pomoc zanim coś odwali, bo kto mu potem będzie zęby zbierał z podłogi i wstawiał od nowa?).
      - Uśmiechnij się, co zrobiłeś taką minę, jakbym ci ostatnią kanapkę zwinął sprzed nosa? - mruknął, rozglądając się za czystymi ciuchami albo czymś innym, czym mógłby się nakryć, co zaczynało mu się robić zimno.
      Swoją drogą co do kanapek, a właściwie kremu kakaowego, to nikt oprócz niego samego i Balza nie znał tajemnej receptury, a polegała ona właściwie na zmieszaniu wszystkiego co słodkie i czekoladowe ze sobą i wrzuceniu tego do jakiegoś słoika(ew. innego szczelnego pojemnika, który można zamknąć), a potem schować do lodówki.
      Poza tym przy uczuleniach Josha nauczył się czytać etykiety dołączane do różnych produktów i właśnie dlatego jak ktoś brał w sklepie pasztet z półki to TJ robił się na zmianę czerwony, blady i zielony(prawie jak flaga Włoszech). To go skłoniło do nauczenia się gotowania, no i robienia większości rzeczy w kuchni własnoręcznie. Co prawda nie wszystko mu się od razu udawało, ale jeszcze nie zrobił do tej pory nic, czego nie dałoby się przełknąć bez wybrnięcia z tego za życia.

      TJ BELL

      [2/2]

      Usuń
  7. [Ochota na wątek zawsze jest tylko u mnie z wymyślaniem zawsze jest problem :) A te dołeczki faktycznie są zabójcze :)]

    Fabrizio

    OdpowiedzUsuń
  8. TJ nie do końca wiedział dlaczego Josh tak bardzo lubi wyginać te swoje palce, chociaż w pewnym sensie uważał, że to trochę jego wina(w końcu to on mu pokazywał mając lat osiem, że potrafi wygiąć kciuk do wnętrza ręki, co w latach dzieciństwa należało do dość widowiskowych umiejętności). Po kilku głupich pomysłach za czasów, gdy jego hormony płatały mu największe figle(i miał wtedy najgłupsze pomysły, od których pomimo dobrych chęci Josh nie był go w stanie odciągnąć, a wręcz sam był w nie momentami wplątywany) nadal miał kilka pamiątek, ale zawsze to w jakiś większy lub mniejszy sposób wiązało się z Balzem. Wyszło mniej więcej tak, że to z nim pierwszy raz się macał(och, to była gra w butelkę, tylko z nieco nagiętymi zadaniami i jeżeli ktoś nie miał się z czego rozbierać - a on niestety nie zamierzał ściągać bokserek - to musiał wykonać zadanie, jakie wybierała osoba kręcąca butelką; wyszło jak wyszło, ale jakoś nieszczególnie żałował), z nim pierwszy raz pojawił się w szpitalu i to jemu pierwszy raz robił zastrzyk(wcale tego nie umiał robić i przez to cholernie się bał, takie akcje to on widział tylko na filmach, ale najwyraźniej był pojętym uczniem, skoro Balz wyszedł z całej sytuacji cało; potem z radości się z nim przelizał, bo to taki pierwszy odruch był zaraz po wyściskaniu go z pomrukami w stylu "nigdy więcej nie mdlej, nie każ mi tego więcej robić, matole").
    - Ja chudnę, a ty łapiesz brzuszek, jest okej - stwierdził, szczerząc do niego zęby z diastemą(pewnie gdyby nie to, że tak strasznie nie znosił wszelakiej maści lekarzy, a dentystów to już w ogóle, to mógłby się jej pozbyć, póki co nic jednak na to nie zanosiło) w szerokim uśmiechu.
    Lubił to, że Balz jest od niego trochę lepiej zbudowany(chociaż faktycznie asekurowanie go niekiedy równało się z cudem i TJ uszkadzał się momentami na własne życzenie, ale przecież przyjaciołom w potrzebie należy pomagać, prawda?). Zawsze mógł się za niego schować albo się przytulić i nie natrafiał na jakieś wystające kości. Kiedyś nawet zarzucił tekstem, że im więcej ciałka tym lepiej, ale i tak jak na złość kiedy już sypiał z jakimiś panienkami to były chude jak patyki, co prawdę mówiąc średnio mu odpowiadało, ale nie lubił przepuszczać okazji. Właściwie to chyba najcięższą osobą z jaką spał był Balz i teraz kiedy zdał sobie sprawę z tego, jak te ich nocki musiały wyglądać aż się zaśmiał.
    - Twoja broda drapie - postanowił rzucić konkretem, a potem przez chwilę grzebał się z ubieraniem(musiał zdjąć dwa razy koszulkę bo ubrał się najpierw na lewą stronę, a potem tył na przód).
    - Nie sądzę, żeby "mamusiowy" styl kochania miał tutaj ten największy wkład... - wyburczał pod nosem, prawdę mówiąc nie do końca wiedząc czy chce, aby Josh w ogóle to usłyszał. Nie lubił przyznawać się do swoich uczuć i czasami zdarzało się tak, że płakał pijąc praktycznie do takiego stanu, kiedy do łóżka wlekł się opierając o ścianę lub zupełnie na czworaka. Zazwyczaj tłumaczył to jakimś głupim filmem albo inną pierdołą, bo przecież facetowi nie wypada mazgaić się "bo mu smutno". Jasne, że zdawał sobie sprawę z tego, że Josh kiedyś pewnie skojarzy fakt, iż to tylko wymówki, ale póki co nie umiał nad tym jakoś długo myśleć.

    TJ BELL

    [1/2]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - "I Love Balz", pamiętasz? - mruknął i zerknął na niego kątem oka, wziął jakiś ręcznik z pralki, który powąchał i obejrzał pobieżnie. Nie był brudny i nie śmierdział, więc wytarł nim sobie włosy.
      Co do tego tatuażu, to TJ okazał się być bardzo cierpliwym królikiem doświadczalnym, jeżeli chodziło o sprawdzenie umiejętności tatuatorskich Josha. Co prawda zrobienie tego napisu i serduszka obok zajęło im dobrych kilka(haha, naście) godzin, bo JJ jak zwykle nie umiał się skupić na zbyt długim siedzeniu w miejscu, więc robili sobie przerwy(i wtedy też TJ mógł na chwilę przestać się ślinić, jak jakaś lama na widok cycków).
      - Jak chcesz, to nagrzej. Tylko tym razem postaraj się nie wyprostować mi przy okazji ucha - mruknął i zrobił zabawną minę, bo ostatnio został oparzony przypadkiem prostownicą(Balz zagapił się w wiadomości nadawane w telewizji i zapomniał o tym, co robił przed momentem, ale wiązanka przekleństw jaka wyleciała z ust TJ'a na szczęście szybko go oprzytomniła).
      - Masz jakieś plany na trolling? - spytał i zaszedł Josha majstrującego przy pralce zwijając niepostrzeżenie piankę do golenie z szafki. Położył mu dłoń na łopatce, zjechał nią aż do samego dołu kręgosłupa, a potem nagle odciągnął mu gumkę od bokserek i połowa pianki znalazła się na wiadomej części ciała Balza i została jeszcze przyklepana, co TJ skwitował tylko tak głośnym napadem śmiechu, że któryś z sąsiadów zastukał w ścianę szczotką chcąc ich tym chyba uciszyć(tyle, że oni i cisza to nie łączyło się w parę, w trójkąt ani w ogóle jakkolwiek).
      TJ jakby już przeczuwając kłopoty rozpędził się i wybiegł z łazienki. Miał zamiar przeskoczyć kanapę i się za nią schować, ale wyszło tak, że potknął się o dywan, upadł na sofę, a potem gruchnął o podłogę, nadal nie mogąc przestać się śmiać. Dawno nie strollował Josha w tak "okrutny" sposób, a całkiem lubił to robić(nawet, jak potem obrywał talerzem i wyglądał jakby go stado napalonych owiec-ninja napadło).

      TJ BELL

      [2/2]

      Usuń
  9. TJ lubił korzystać z okazji jakie przynosił mu los, bo przyzwyczaił się już chyba do tej przykrej myśli, że Josh traktuje ich znajomość bardziej jako kumplowską niż "coś więcej". Laski tak naprawdę w żaden sposób go nie pociągały od kiedy skończyli liceum i w sumie sypiał z nimi tylko po to, aby chociaż teoretycznie umilić sobie życie i stwierdzić, że Balz nie patrzy na niego przez pryzmat wyglądu, czy coś takiego. Ta rudowłosa obok której się obudził(zaraz po drugiej stronie mając Balza) była ostatnią którą zaliczył. To oznaczało, że sporo sobie chłopaczyna nie "używał" i może to w jakiś sposób umiało wytłumaczyć fakt jego wzmożonej aktywności oraz przejawów momentami łudząco podobnymi do tych, które dawało ADHD Balzowi. Też nie umiał usiedzieć na dupie, więc oboje biegali wtedy jak chomiki po sterydach, przy okazji - i najczęściej z inicjatywy TJ'a - odwalali ludziom napotkanym na swojej drodze jakieś głupoty.
    Właściwie zszokowanemu Balzowi nie powinno się wywijać trollingu, bo mógł zareagować dość skrajnymi emocjami(nie bez powodu TJ tak szybko zwiał z miejsca zdarzenia; w jego mniemaniu Balz był nawet w stanie rzucić w niego tą pralką, bo miał ją pod ręką, a że w nerwach niekoniecznie myślał, to było to całkiem możliwe do spełnienia pomimo tej "braterskiej" miłości jaką siebie darzyli).
    Właściwie ta ich mini-bójka wyglądała trochę jak zapasy w kisielu, tyle że tutaj użyto dwóch facetów i pianki do golenia(poszło tańszym kosztem i bez podrażnień; taki tam sucharek).
    Łypnął na niego wzrokiem, zdając sobie chyba dopiero sprawę z tego, na jaki temat wcześniej mieli okazję rozmawiać(a jaki tak właściwie dopiero zaczęli).
    - Chyba największy wkład ma taki styl kochania, że po prostu jesteś. Że jeszcze wytrzymujesz moje suche żarty, wygłupy i że chce ci się patrzeć od ponad sześciu lat ciągle na tę samą, krzywą mordę. Wszystko w moim życiu w pewnym momencie i tak sprowadza się do ciebie, więc chyba ten wkład ma największe znaczenie. Że tak po prostu jesteś, Balz - stwierdził, właściwie dostając teraz olśnienia. Musiał wyglądać jak idiota cały upaćkany w kremie do golenia i wpatrzony maślanym wzrokiem w Balza, który skutecznie go unieruchomił, żeby zadać to pytanie, na które dość nieporadnie TJ starał się udzielić odpowiedzi.
    Nie umiał ładnie pleść o miłości. Nigdy nikomu wprost nie powiedział co do niego czuje i właściwie słowa "kocham cię" padały między nimi częściej w żarcie niż jako to poważne, łączące uczucie. Najlepiej wyczuwało się je, kiedy chciał skoczyć z dachu, bo nie było Josha. Gdy pierwszy raz wylądował w gabinecie dyrektorki z pogruchotanym nosem i w momencie kiedy chcieli go wyrzucić ze szkoły za bójkę na terenie szkoły z synalkiem owej dyrektorki(wybił mu dwa zęby, niszcząc w ten sposób nieswoją gitarę, czym jednak zupełnie się nie przejął, bo ważniejszy był Balz i to, żeby nikt mu nie dokuczał).
    Dobrym przykładem było też to, że łaził za nim krok w krok od dzieciństwa, nauczył się dla niego gotować i nawet maszerować pod prysznic na polecenie, chociaż pewnie każdego innego człowieka by wyśmiał za takie rozkazy, bo uparcie twierdził, że jest niezależny(tylko czasem po prostu wtulał się mu nosem w ramię i czuł się wtedy tak szczęśliwy, jak niejeden ćpun po działce).
    - Jezuuu Chrryyste... - mruknął, poruszając lekko odrętwiałymi palcami u dłoni, przy czym zerkał z dość zabawną miną na swoje krocze. - Stanął mi! - oznajmił takim tonem, jakby nie wiadomo czy się z tego faktu cieszył, czy był nim bardziej zdziwiony, chociaż w sumie kiedy patrzyło się teraz na jego wyraz twarzy to człowiek mógł dojść do różnych wniosków.

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  10. TJ był osobą która dążyła do całkowitej wolności. Nie lubił związków, więc z nikim nie był przez dłużej niż tydzień(i w zasadzie po około dwóch, czy trzech razach takich "związków" stwierdził, że to się mija z celem, więc postanowił prowadzić rozwiązłe życie singla, co zresztą całkiem pasowało do jego charakteru). Nie lubił przywiązywać się do ludzi, bo każdy prędzej czy później odchodził, łamiąc mu tym samym serce(przynajmniej dopóki nie przyzwyczaił się do tej kolei rzeczy i myśli, że tylko z Balzem może mu jakkolwiek wyjść w życiu, skoro on jako jedyny przed nim nie ucieka, pomimo upływu kolejnych lat i różnych - czasem też burzliwych, jak chociażby to rzucanie talerzami, gdzie raz oberwał nawet w głowę - przeżyć).
    Jęknął tylko po cichu gdy Balz zwalił się na niego już do reszty całym ciężarem swojego ciała. Odruchowo podniósł ręce, jakby gotowy do obrony przed atakiem, który na jego szczęście nie nastąpił. Uspokojony tym, że Josh zamiast go pobić za takie wyznanie jeszcze go pocałował(TJ nawet nie podejrzewał, że to taki jego prawdziwy pierwszy pocałunek, ale i tak czuł dumę, że nie dostał po ryju za tę swoją nieco ckliwą przemowę) objął go ramionami i puścił dopiero kiedy JJ postanowił jednak odwrócić sytuację, coby się Bell nie udusił(a przynajmniej jeszcze nie teraz; to chyba też można było uznać za dobry znak).
    Dobrze wiedział, że Balz jest dalekowidzem. Wiedział o wszystkich jego uczuleniach i rozpoznanych chorobach, w końcu nieraz wysiadywał z nim nawet w przychodniach, łypiąc na wszystkich wzrokiem z nieufnością, a potem kończył zazwyczaj oparty o Josha gadając mu o jakichś bzdurach lub zwyczajnie przysypiając z głową opartą o jego ramię(ew. kolana; kiedy się osunął i wtedy trudniej było go dobudzić, bo co jak co, ale kolana to Balz miał wygodne - zresztą on cały był wygodny tylko nikt oprócz TJ'a nie miał za bardzo okazji, żeby sobie na nim posiedzieć). O tej alergii przez którą Josh nie może używać prezerwatyw też zdawał sobie sprawę, chociaż osobiście korzystał z nich w drogach musu, bo według niego ograniczały przyjemność - czyli podzielał zdanie większości facetów - ale nie chciał zostać ojcem, więc czasem było trzeba po nie sięgnąć; tak więc zdecydowanym plusem spania z Balzem było to, że on raczej w ciążę nie zajdzie, a przynajmniej nie wyglądało na to, żeby miał zamiar rodzić). On sam nie miał jakichś wielkich problemów ze wzrokiem, widział dobrze, a obraz rozmazywał mu się tylko po pijaku, ale to już raczej całkiem normalne.
    Oddalił się lekko, mając nadzieję, że mniej więcej jest w tym polu, gdzie obraz dla Josha zaczyna robił się wyraźny. Nigdy nie wiedział gdzie znajduje się ta granica, że chłopak widzi już normalnie, ale uważał, że takie dalekowidztwo to paskudna sprawa, bo bez soczewek(albo okularów w których JJ wyglądał po prostu rozbrajająco) ani rusz i trudno być romantycznym, o czym teraz tylko się przekonał. Mimo tego nie tracił dobrego nastroju, bo sama myśl o tym, że ktoś go kocha(a tym bardziej Balz) sprawiała, że było mu jakby lżej na sercu. Czuł się mniej więcej tak, jakby właśnie usłyszał najszczęśliwszą wiadomość w swoim życiu i mógł przenosić góry(chociaż normalnie musiał wdrapywać się po półkach sklepowych, żeby sięgnąć płatki z tej najwyższej, w czym chyba nikt oprócz JJ'a - bo z nim kiedyś nawet się ścigali o to kto zdobędzie paczkę płatków z samej góry jako pierwszy, w końcu był tylko kilka centymetrów wyższy i chociaż miał większe szanse to i tak nawet gdy wygrywał, to TJ się cieszył).
    Uśmiechnął się do Josha promiennie i tym razem to on go pocałował, bardzo zaaferowany tym wyznaniem. Prawdę mówiąc on sam nie umiał stwierdzić kiedy to, co ich łączyło zaczęło być poważne już na takim szczeblu, ale sądził, że to również mogło być w okolicy czternastu-piętnastu lat.

    [1/2]

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Wiem, że mnie kochasz. Też cię kocham, Balz - stwierdził, prawie się rozpłakując jak jakaś nastoletnia fanka na koncercie swojego idola. W sumie w pewnym sensie Josh był takim życiowym idolem TJ'a; przystojny, uroczy, inteligentny(dla TJ'a wynik koło stówy z testu IQ był marzeniem, a czuł jeszcze większy podziw z Josha mając pełną świadomość o jego ADHD i słabej możliwości skupienia się na jednej czynności przez dłuższy czas), a zamiast jakieś cycatej blondyny wolał jego. Niskiego, chudego, z diastemą, wyjątkowo głupim głosem, tendencją do upijania się do nieprzytomności przynajmniej raz lub dwa razy w tygodniu i brakiem wielu umiejętności przydatnych w życiu(np. rozpoznawania czy śmierdzi czy nie, prania albo sprzątania po sobie).
      Chciał przez chwilę powiedzieć, że dziękuje, tak po prostu i za wszystko, ale obawiał się tego, że się rozpłacze na jego oczach i wyjdzie na mazgaja, więc wciągnął tylko nosem i potarł prawe oko wierzchem dłoni, nie mogąc przestać się uśmiechać. Kiedy usłyszał to pytanie wydał z siebie coś w rodzaju krótkiego, nieco zduszonego śmiechu. Praktycznie zapomniał o tym, że smarowanie brzucha pianką do golenia okazało się być bardziej przyjemne, niż sądził o tym do tej pory(chociaż bądźmy szczerzy, pewnie chodziło bardziej o fakt, że robił to Josh).
      - Och, jak chcesz - odparł, przypatrując się JJ'owi tak, jakby widział to pierwszy raz w życiu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak Josh zmieniał się przez te wszystkie lata. Wzrost, postura, tatuaże, kolczyki, tunele... To wszystko nieco zmieniło jego wygląd, ale dla TJ'a i tak na zawsze zostanie jego kochanym Balzem z tymi falującymi włosami, które można wytargać albo w które można wtulić nos. Na zawsze pozostanie tym samym Joshem jeżeli chodzi o charakter, bo on nie zmienił się akurat wcale. Oboje nadal byli dużymi dziećmi, tylko kochali się już oficjalnie jako dorośli ludzie i TJ nie umiał się powstrzymać, żeby nie kleić się do Balza jak do ósmego cudu świata(i pewnie głupio byłoby mu się przyznać do tego na głos, ale traktował to jako cud, że Josh chce go nadal mieć w swoim życiu i że cokolwiek do niego czuje, a tym bardziej miłość, bo to przecież poważna sprawa, co nie?).

      [2/2]

      TJ BELL

      Usuń
  11. TJ nie lubił całowania, zawsze mu się to kojarzyło tak... niehigienicznie. Niesmak do pocałunków francuskich został mu chyba po jednej z gier w butelkę kiedy musiał się przelizać z pewną niewyżytą dziewczyną. Miała chyba szesnaście lat, a on czternaście czy niecałe piętnaście, a Balz trzynaście i musiał wytrzymać jakoś ten widok, ale chyba wolałby się z nim mimo wszystko nie zamieniać na miejsca. Całowała okropnie i językiem "połaskotała" go w migdałki przez co od razu odechciało mu się całowania na następnych kilka tygodni. JJ całował tak... delikatnie, a przynajmniej nie wpychał języka do gardła, więc Bell nie miał nic przeciwko temu. Skoro już otwarcie przyznali się do tego, że to już coś więcej niż tylko taka braterska przyjaźń(i miłość tak przy okazji), to dlaczego mieliby sobie tego nie okazywać?
    W ogóle TJ zawsze wyglądał na dość zirytowanego kiedy budził go piskliwy krzyk jakiejś dupy, która ledwo dała radę żeby mu stanął i jeszcze była zbulwersowana widokiem Josha, który się do niego przytulał przez sen. Zawsze odpowiadał coś w stylu "Ślepa jesteś? Śpi, idiotko, więc zamknij się z łaski swojej." i tylko głaskał go po włosach, w nadziei, że ten jednak oleje sprawę i nadal będzie drzemał.
    Potem już taka laska nie chciała iść z nim do łóżka, ale vice versa i środkowy palec na do widzenia, bo on dłuższych znajomości nie oczekiwał, skoro zaciągał do łóżka na pierwszym spotkaniu i to chyba dość logiczne.
    Obudzenie Josha traktował jak największe przestępstwo, zważywszy na to, że ten spał średni trzy-cztery godzinny na dobę, bo albo męczyły go alergię i nie mógł spać przez katar albo przez ADHD, więc jak już spał, to TJ robił wszystko, żeby ten chociaż trochę sobie odpoczął. Nie widział nic złego w tym, że miał całą ścianę obwieszoną(a właściwie to obklejoną; szczegół) zdjęciami Balza lub z Balzem i pozwalał mu spać w jednym łóżku. W ogóle przyzwyczajony był do dzielenia się z nim wszystkim w ramach przyjaźni jaka trwała między nimi już od dzieciństwa. Jak ktoś dobrze by się przypatrzył tej ścianie z fotografiami to dostrzegłby całą historię ich życia; pierwszy bal maskowy(Balz miał kostium Batmana, a TJ robił za pirata, tylko w łapie zamiast plastikowej szabli trzymał loda i zdążył nim ubrudzić zarówno siebie, jak i kompana swoich dzikich harców), pierwsze picie piwa, pierwszy zapalony papieros(Balz musiał mu udzielić pierwszej pomocy, bo TJ zaczął się dusić przez dym; na szczęście teraz już nauczył się, że lepiej wydmuchiwać dym albo nosem albo ustami, a lepiej nie próbować jednym i drugim na raz), pierwszy dłuższy pobyt w szpitalu(wyglądał jak kupa gówna, ale stwierdził, że jeżeli miałoby mu się coś stać to chce, żeby Josh miał z nim jakieś ostatnie, pamiątkowe zdjęcie), kilka fotografii z automatu z wesołego miasteczka na których mieli wyjątkowo kretyńskie miny(a na jednym z nich TJ udawał, że gryzie Balza co wyglądało całkiem uroczo i śmiesznie przy okazji), było też kilka takich gdzie miał jeszcze czerwone włosy, nosił bandamki i wyglądał jak połączenie rockmena z punkiem i hipisem(szczególnie gdy zakładał wysłużone trampki i wychodził na miasto pokazując brzuch lub chwaląc się na ulicy kolorową koszulką z wielką pacyfką na klacie). Teraz już mu przeszło i jakoś nie utożsamiał się z żadną subkulturą, więc najczęściej albo chodził ubrany na czarno(bo takich rzeczy było najwięcej w domu) albo podkradał coś okazyjnie Balzowi mając jako taką pewność, że jego rzeczy śmierdzą trochę mniej i wyglądają bardziej schludnie(czyli nie są nigdzie poprute, podarte, poplamione albo podpalone; jednak na rozmowie o pracę trzeba było wyglądać trochę bardziej normalnie).
    - Powodzenia, tylko najpierw mi odpowiedz co będziemy robić później - mruknął i ukochał go tak z całego serca, bo zdał sobie sprawę z tego, jak teraz będzie dumnie paradował z Balzem po mieście i jaką uciechę będzie miał zmieniając status na Facebooku i chwaląc wspólnymi zdjęciami na twitterze.

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszy pocałunek TJ'a właściwie odbył się z Joshem. Co prawda to był tylko taki impulsywny buziak w usta(był taki ucieszony, że nie trafił nawet w policzek) podczas jednych ze wspólnie obchodzonych urodzin, kiedy dostał od niego prezent. Dla niego wielkim szczęściem był sam fakt, że Balz nie zapomniał o tej dacie i jeszcze się namęczył z robieniem podarku. TJ najczęściej dawał innym jakieś bzdety kupione pośpiesznie w okolicznych marketach i w sumie jeszcze nikt z tego powodu nie narzekał, co do urodzin Josha to starał się zawsze kupić coś takiego, żeby mu to sprawiło jakąś frajdę i do czego mógłby kiedyś jeszcze wrócić. Słodycze zazwyczaj były tylko ozdobą i dodatkiem, a TJ praktycznie cały rok potrafił oszczędzać tylko po to, żeby kupić mu jakąś grę albo super-odjechaną zabawkę, chociaż ostatecznie to i tak woleli się chować w kartonie jaki po niej pozostał, niż nią bawić.
    Byli od zawsze takim nieformalnym rodzeństwem i pomimo tego, że przez TJ'a Josh niejednokrotnie wpadał w kłopoty, to zawsze go z nich wyciągał i jeszcze nigdy większa krzywda mu się z winy Bella nie stała. Chyba tylko dlatego matka młodszego kolegi wpuszczała go do domu i pozwalała spotykać ze swoim synem, a czasem nawet zapraszała ich do siebie, co często kończyło się tak, że TJ śmiał się okładany przez Josha poduszką albo innym pluszakiem za zabranie mu jakiegoś samochodu, czy innego ciekawszego pojazdu.
    Kiedy wyjeżdżali przyszedł po Balza i na odchodne zapierdolił z jego pokoju samolot i pierwsze co zrobił po rzuceniu swojej torby podróżnej oraz plecaka z podręcznymi rzeczami obok kanapy to było rozebranie się do bokserek i koszulki, wskoczenie na stół i wykonanie jakiegoś dziwnego rodzaju tańca(czy też ruchów), który przez następny tydzień powtarzał ilekroć tylko przypominał sobie o wycieczce, jaka trwała przecież aż do teraz.
    Przez chwilę wiedziony tym wspomnieniem chciał popędzić po rzeczony samolot i znowu złapać kilka dziwnych póz, ale przypomniał sobie o tym, że siedzi sobie na Balzie, ma wzwód, a dosłownie przed momentem wyznali sobie miłość i to taką "więcej-niż-tylko-braterską", co dla niego oznaczało bardzo wiele. To wiązało się z wieloma zmianami, bo będzie musiał mniej pić(żeby nie rzygać), mniej palić(żeby nie śmierdzieć) i zapewne jeszcze bardziej będzie tęsknił za powrotem Josha z pracy(ewentualnie zacznie przesiadywać w Starbucksie męcząc jedną kawę przez kilka godzin, bo kawy szczerze nie znosił, ale wypicie jednej za możliwość bezkarnego gapienia się na Balza to całkiem uczciwa wymiana).
    Teraz kiedy czuł
    - Balz, czy my teraz jesteśmy... No wiesz... Parą? - podpytał, bo nie wiedział czy wyznanie sobie miłości - chociaż było to całkiem miłym przeżyciem, a właściwie spełnieniem marzeń TJ'a, do których się nie przyznawał, bo jeszcze by zapeszył - wiązało się dla Josha od razu z zawarciem związku(chociaż już i tak mieszkali ze sobą, zdarzyło się, że uprawiali seks i regularnie spali w jednym łóżku; ew. na jednej podłodze, ale zawsze gdzieś blisko).
    TJ nie umiał wysiedzieć bez Balza. Kiedyś chłopaczyna mu się rozchorował, a cała szkoła miała wyjechać na wycieczkę i tylko ci, którzy nie chcieli lub nie mieli pieniędzy nie jechali, co stanowiło znaczną mniejszość. Jak na złość matka Josha stwierdziła, że trzydzieści osiem stopni gorączki, wciąganie nosem i chrypa oznaczają zakaz wychodzenia z domu i leżenie pod kołdrą.

    TJ BELL

    [1/2]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TJ przemęczył się samotnie na wycieczce dosłownie jeden dzień. Podróż autobusem zeszła mu jedzeniu, spaniu i na odruchu wymiotnym po przebudzeniu. Kiedy już trafili do pensjonatu to wlazł na skrzypiące łóżko, którego pościel śmierdziała chlorem na kilometr i całą noc siedział pod kocem, świecąc sobie w twarz latarką po czym tak bolały go ślepia, że jak rano wstał, to wyglądał jakby się czegoś naćpał.
      Nic nie zjadł na śniadaniu, ale potem łyknął tyle tabletek na chorobę lokomocyjną jakie podpierniczył jednemu okularnikowi z młodszych klas, że na przemian majaczył, rzygał i się śmiał. Zaniepokojone jego zachowaniem nauczycielki odesłały go z powrotem do domu. Oczywiście matka marudziła, że musi po niego przyjeżdżać i się nim opiekować, ale jak już zwymiotował większość tabletek, trochę odpoczął i ogarnął się to pierwszym co zrobił była wizyta u Balza. Był wtedy tak szczęśliwy, że go widzi, że najpierw rzucił się na jego łóżko, potem wycałował(nie zważając na to, że może się zarazić przeziębieniem), a następnie zasnął obok niego i obudził się dopiero wieczorem, gdy matka Josha przyszła z kolacją. Widok śpiących obok siebie chłopaków nieco ją zaskoczył, ale najwyraźniej nie uznała, że to objaw jakiegoś skrajnego homoseksualizmu, czy czegoś takiego i - przynajmniej nie w obecności TJ'a - nie poruszała tego tematu.
      Zresztą cóż w tym dziwnego, skoro od czternastego roku życia TJ wykazywał wyraźne skłonności do bycia hetero? Zaczepiał dziewczyny, ale jego usposobienie, charakter i trzymanie się bardziej z Balzem sprawiało, że prędzej od niego uciekały, niż lgnęły, więc znajomości szukał zazwyczaj poza szkolnymi dziewczętami. Potem zaczęły się imprezy, dyskoteki, ale nadal jak ktoś obrażał Josha to dostawał po ryju, za co TJ nie został raz zawieszony w prawach ucznia, bo pobił "do krwi", a w dodatku parsknął w odpowiedzi, że "no raczej, że do krwi, a nie do soku pomidorowego" co tylko jeszcze pogorszyło sprawę(a on pozostał dumny ze swojego bohaterstwa i dumnego uczynku; bronienie Balza stało się wkrótce potem jego celem życia, tak samo jak uszczęśliwianie go).

      TJ BELL

      [2/2]

      Usuń
  13. Rodzice TJ'a w ogóle się nim nie zajmowali. Ojciec pokłócił się kiedyś z matką - chłopak do tej pory nie wiedział o co poszło, ale znając swojego tatuśka z późniejszych opowieści rodzicielki to musiał brać udział w czymś nielegalnym albo widziała go z jakąś panienką i zrobiła mu o to awanturę - po czym wyszedł niby po papierosy i już nigdy nie wrócił(zresztą nie tak długo potem okazało się, że jednak niedaleko pada jabłko od jabłoni). Oni zostali wtedy sami. Matka przez jakiś czas chodziła do pracy, starała się utrzymać zarówno dom, dziecko jak i pracę na tym samym stopniu, ale zwyczajnie się nie dało. Była sama, TJ krzyczał i obsrywał wszystkie pieluchy, a kiedy nauczył się łapać łyżkę do rąk do kaszka zaczęła pojawiać się na ścianach tworząc na nich artystyczne kleksy. W robocie cały czas pełne skupienie i zdenerwowanie czy sąsiadka na pewno nakarmi TJ'a o odpowiedniej porze i dopilnuje, żeby ten nie dostał kolki. Potem powrót do zasyfionego mieszkania, w którym trzeba było posprzątać, zamiast sobie odpocząć jak człowiek.
    W końcu jak podrósł to i tak został zdany całkiem na siebie. Mógł robić co chciał; patrzeć na kanał w telewizji gdzie całodobowo leciały pornosy, żreć pizzę i frytki popijając je colą, a nawet palić papierosy w mieszkaniu. Jego matka zazwyczaj wracała późno z jakimiś mężczyznami(TJ zawsze określał ich mianem "fagasów", bo pojawiali się w jej życiu równie szybko, co i znikali w dodatku bezpowrotnie), ewentualnie tak pijana, że musiał się nią zajmować i patrzeć czy nie zadławi własnymi wymiocinami.
    Kiedy podjął decyzję o wycieczce miał pewną nadzieję na to, że jego matka trochę się przejmie jego nagłym zniknięciem, zacznie go szukać, postara się o informację w telewizji, wezwie policję, żeby ci sprowadzili go do domu albo wymyśli jakąś ckliwą historyjkę o podejrzeniu zemszczenia się przez tych wszystkich osiłków do których skakał z łapami w obronie Balza.
    Niestety mógł się poczuć w pełni zawiedziony, bo mijały dni(czuł dreszczyk emocji), tygodnie(zaczął bardziej pić), miesiące(i płakać po nocach, że życie jest do bani, oczywiście starając się to robić na tyle dyskretnie, by Josh nie zauważył tego mazgajenia się). W końcu doszedł do wniosku, że nie potrzebuje w swoim życiu kogoś, kto tylko go olewa i komu najwyraźniej cały czas przeszkadzał, a może popsuł plany na przyszłość i przez to został na wstępie skreślony(ew. sądził, że to może kwestia wyglądu, bo nigdy nie był nawet w połowie tak uroczy jak Balz; on nawet gdy miał głupią minę, to wyglądał bardziej zachęcająco, a TJ z tymi brązowymi, dość głęboko osadzonymi oczami, diastemą, niską masą i wzrostem... Cóż, mógł nie spełnić oczekiwań młodej matki, chociaż teraz uważał, że jest cholernym szczęściarzem, skoro Josh go kocha i nie wstydzi się o tym mówić wprost).
    - Nie wiem, nie znam się na związkach, ale zazwyczaj kiedy dwoje ludzi się kocha i już umie o tym rozmawiać, to się ze sobą wiążą. Potem razem mieszkają i zakładają rodzinę. W zasadzie my zrobiliśmy wszystko na odwrót, bo najpierw założyliśmy rodzinę, potem razem zamieszkaliśmy, a teraz chyba możemy już zostać oficjalni parą - wyjaśnił mu, starając aby to nie brzmiało zbyt zawile.

    TJ BELL

    [1/2]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedział, że do Josha dużo lepiej trafiały informacje krótkie, które szybko dało się przetworzyć, a potem równie szybko zapomnieć.
      Patrzył mu w oczy jak urzeczony i sam nie wiedział czemu wcześniej nigdy nie czuł z tego takiej cholernej satysfakcji jak teraz. Postanowił sobie, że zmieni się dla Balza, bo dla był w stanie zrobić naprawdę wiele, a kwestia ograniczenia używek byłaby chyba korzystna dla obojga.
      Nie palił paczki dziennie, bo wtedy prawdopodobnie musieliby sprzedać łóżko i spać na podłodze(jedyny plus, że z podłogi trudno jest spaść niżej), bo ostatnio papierosy strasznie drogie, a że zdawał sobie sprawę z tego, jak niszczą zdrowie, to i tak starał się palić maks trzy, czasem - przy wzmożonym stresie - cztery tygodniowo i zawsze przynajmniej kilka metrów od Balza, żeby nie chuchać mu w twarz dymem, bo wiedział jakie to drażniące.
      Od alkoholu niedługo by się uzależnił. W zasadzie tylko dzięki opiece i czujnemu oku Josha który podążał za nim przez praktycznie całe dnie(a czasem i nawet noce) jeszcze tego nie zrobił. JJ był jedyną osobą której Bell w życiu by nie uderzył inaczej, niż na żarty lub dla zabawy(i wcale nie talerzem, czy młotkiem, tylko co najwyżej pluszakiem jak za dzieciństwa). Wystarczyło więc zazwyczaj, żeby ten usiadł na nim i TJ poddawał się, nie mając raczej innego wyboru. Potem musiał chlać dużo wody, jeszcze więcej spać i jadł tyle, co kot napłakał, ale dzięki temu nie wymiotował. Był wtedy chyba najsmutniejszy w całym swoim życiu, ale nie pił, bo wiedział, że Balz się o tym dowie, zabierze mu alkohol i historia zacznie się od nowa. W zasadzie gdyby nie on to TJ już kilka razy zdążyłby zachlać się na śmierć. Kiedy tak dużo chlał to nie miał umiaru, a z alkoholem jak z całą resztą używek łatwo przesadzić.
      Teraz chciał się zmienić dla ich dobra i lepszej przyszłości, bo skoro się kochali, to... To życie nabierało większego sensu, miał powód żeby się cieszyć wstając rano z łóżka i sama świadomość tego, że Josh kochał go od tak dawna wydawała mu się być jak wyrwana z bajki.

      TJ BELL

      [2/2]

      Usuń
  14. TJ mógł wspominać o pierwszym wzwodzie Balza(oczywiście aby go zawstydzić, bo wzwody nie były według niczym bardzo śmiesznym, ale sama sytuacja do zabawnych należała, a szczególnie ta niewinna mina Josha w połączeniu z tonem głosu, jakim to wtedy powiedział - bezcenne), ale nigdy, przenigdy i pod żadnym pozorem(a nawet przymusem) nie należało się z tego faktu śmiać. Dlaczego? Bo TJ miał wtedy taką minę, jakby chciał powiedzieć, że jeszcze trzy sekundy i umrzesz po takich męczarniach, że koronerzy będą musieli zdzierać twoje zwłoki łopatkami ze ścian kilka tygodni, bo nie będzie można rozpoznać kto się tak pięknie rozbryznął.
    Ogólnie TJ uwielbiał zawstydzać Balza, bo ten cudownie się rumienił i jego reakcje powinno się nagrywać, a TJ... Cóż, on nie raz pod stołem sunął dłonią po jego udzie, a potem tłumaczył, że to tylko frytka spadła mu gdzieś na dół i chciał sprawdzić, czy nie stanie się przyczyną plam na jego spodniach. Oczywiście takich sytuacji było całe mnóstwo i TJ nauczył się już wręcz recytować wymówki, których nigdy mu nie brakowało. Każda była dobra, bo w sumie JJ czasem sprawiał wrażenie zbyt zszokowanego jego gestami i "przypadkowym" dotykiem, żeby zająć się jednocześnie słuchaniem tego, co on tam plecie pod nosem jako wytłumaczenie.
    Czasem TJ zastanawiał się nawet, czy Balzowi może podobać się takie działanie, ale szybko uznawał to za głupi temat do rozmyśleń. W końcu Josh zawsze wydawał mu się być taki... niedostępny. Prawdę mówiąc Thomas usilnie wmawiał sobie, że Balz jeżeli miałby za kogokolwiek, kiedykolwiek wyjść, to wyszedłby z siebie albo za swój keyboard, bo przy nim spędzał sporo czasu, a mając tak długi kontakt z TJ'em stracenie umysłu i chęć wyjścia z siebie była całkiem... No cóż, prawdopodobna, bądźmy szczerzy, czasami potrafił być upierdliwy i nieźle działać na nerwach.
    - Och! - zrobił wyraźnie uradowaną minę i prawie klasnął w ręce, czego nie zrobił chyba tylko dlatego, że do klaskania miał awersję odkąd byli dziećmi i grę w łapki postrzegał jako klepanie Josha gdzie popadło i czym popadło(chociaż nie, nie przyszło mu na myśl klepanie Balza młotkiem po głowie, co najwyżej łopatką do piasku po kolanie, ewentualnie dłonią po brzuchu; może to dlatego Balz lubił mu zasypiać z łapskiem na brzuchu?); teraz ten fakt wydawał mu się być trochę głupi, a może wręcz żenujący, ale co zrobisz? Był wtedy tylko dzieckiem. W sumie to tak samo jak teraz, chociaż już miał trochę więcej lat(i prezentów urodzinowych od Balza, a także godzin spędzonych wspólnie w kartonach).
    - Już wyobrażam sobie to zbiorowe zszokowanie wszystkich dziewczyn jakie starają się, żebyś dodał je do znajomych na Facebooka i zobaczą "w związku z TJ Bell", mwahahah! - mruknął i wyszczerzył zęby w uśmiechu, przytulając się do Balza. Potem tak nieśmiało się o niego otarł i trudno było stwierdzić czy przypominał w ten sposób o swoim wzwodzie, którym Josh tak chętnie miał się zająć, czy to kwestia tego, że było mu niewygodnie albo zachciało mu się go bardziej ściskać.

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  15. TJ'a mało co zawstydzało, bo od kiedy było go można nazwać nastolatkiem dużo eksperymentował i w zasadzie rzadko jaka informacja lub gest potrafił wywołać u niego zaskoczenie. Pomimo to, czuł się najmniej dziwnie kiedy Balz łapał go czasem za dłoń albo dawał po kryjomu buziaka. To traktował jako taki osobisty sposób na okazywanie sympatii z jego strony i komentował to uśmiechem, czasem nawet też go buziakował, a potem obserwował jak policzki Josha przybierają czerwonego odcienia. Nigdy - właściwie aż do teraz - nie potrafił zrozumieć tego, dlaczego tak dobrze śpi mu się, gdy zostanie pocałowany przez Josha w policzek na dobranoc i czemu tak bardzo lubi jego obecność, że nawet pozwala aby spali w ścisku, na jednym łóżku, mając nad sobą ich własne zdjęcia(przy czym na niejednym wyglądali jak para, chociaż oficjalnie aż do dziś nią nie byli). To wszystko wydawało mu się być strasznie zawiłe i trudne do wytłumaczenia, ale jedno było pewne i niezaprzeczalne: kochał go. Jak brata, jak partnera, jak osobę, z którą będzie się w stanie zestarzeć przy łzach szczęścia, jako człowieka, dzięki któremu wygrał to pieprzone życie i nie zatopił go w alkoholu.
    Najwspanialsze było to, że Josh był odpowiedzią na wszystko. Tylko on wiedział o tym, dlaczego TJ nie ćwiczył po kilka tygodni na wuefie, dlaczego nie pozwalał się nikomu oprócz niego dotykać i zawsze wtedy bywał nerwowy. Zaczął pić, żeby zapomnieć w jakim celu ukrywał się pod łóżkiem albo w szafie Josha zanosząc się przy tym płaczem. Tylko jemu o wszystkim mówił. Do nikogo innego nie miał tyle zaufania, a teraz przekonał się, że warto było mieć chociaż jednego sojusznika. Jedna osoba wystarczyła, żeby przestał gapić się jednocześnie na tabletki nasenne swojej matki i wódkę zostawioną przez ojca poprzedniego dnia widząc w nich wyjście. Przychodził Josh i wyrywał go z opresji zawsze w najodpowiedniejszym momencie, bo nie wtedy gdy ten chciał zjechać po zadzerwiałej ślizgawce tylko gdy był w stanie totalnego rozstroju emocjonalnego. I wystarczyło, żeby przy nim usiadł i tak po prostu był. Dla TJ'a to niejednokrotnie okazywało się być większym wsparciem niż tysiące terapii u najlepszych psychologów.
    To dzięki niemu zapomniał o tym, co było. Uciekli od tego i mieli siebie, a to było najważniejsze. Nie chciał, żeby ludzie się nad nim pochylali i użalali. Nie zamierzał być ofiarą losu. Teraz już dobrze wiedział, że na to nie pozwoli. Pogłaskał go po policzku, to zostanie między nimi, jako ich mała tajemnica. To, dlaczego tak zażarcie walczył o to, aby nikt niepożądany nie mógł nawet tknąć Balza. To, dlaczego teraz zadrżał mu kącik ust i lekko zaszkliły oczy, dlatego wtulił nos w zagłębienie jego szyi i wziął głęboki oddech.
    - Zamierzasz nas już całkiem wybrudzić? - podpytał tylko, na szczęście utrzymując ten sam ton głosu, co przed chwilą. Nie lubił zamartwiać go swoim mazgajeniem, szczególnie nie w takich momentach, ale pozwalał, żeby Josh widział jak płacze i trzymał go za rękę kiedy nikt inny nie miał jebanego prawa tego zrobić i gdy nabierał powietrza do płuc, jakby miał za chwilę utonąć.

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  16. [Na wątek zawsze chętna. Jakieś pomysły? :)]

    Louis.

    OdpowiedzUsuń