niedziela, 25 sierpnia 2013

[KP]

Christina Caradona
Wilma Terrori
DWADZIESCIA CZTERY LATA, WLOSZKA
PROWADZI WLASNY WARSZTAT SAMOCHODOWY
CZESTO BRANA JEST ZA MEZCZYZNE

Wilma Terrori, niezwykle inteligentna, ale i kompletnie niewychowana właścicielka warsztatu samochodowego „Tu Przyjedź”, słusznie uważana jest za osobę dziwną. Gdyby chcieć prześwietlić jej osobowość, okazałoby się, że momentami przejawia więcej cech męskich niż kobiecych, a ponad to można zaobserwować u niej zdecydowaną przewagę wad nad zaletami. Jednak mimo nieco zwariowanego poczucia humoru, ciętego języka i widocznych oznak bezstresowego wychowania, pod tą twardą skorupką skrywa się ciekawe wnętrze, które tylko czeka na odkrycie.

RODZINA. Wilma jest córką jednego z włoskich aktorów grywających w popularnych telenowelach – Franka Terrori, na którego widok mdleją obecnie wszystkie kobiety po sześćdziesiątce śledzące losy serialowego Marco od przeszło trzydziestu lat. Zawsze powtarza, że to po ojcu, który momentami zapomina swojego prawdziwego imienia i tego, że wcale nie rozstał się przed tygodniem z czwartą żoną, zostawiwszy ją z sześciorgiem dzieci, ma jakiś defekt psychiczny. Ciężko się z nią nie zgodzić, ale rodziny się nie wybiera.
CHARAKTER. Nie da się zaprzeczyć, że Wilma to energiczna, pełna życia i dobrego humoru młoda kobieta. Nie ma drugiej osoby, która miałaby tak wiele pomysłów na minutę i tak wiele z nich potrafiłaby wcielić w życie. Ale fakt, że wychowała się pod skrzydłami popularnego ojca zakręconego jak słoik na punkcie tej popularności sprawił, że posiadła wiele cech typowych dla rozpieszczonych jedynaczek. Między innymi bardzo krytycznie podchodzi do życia i ludzi – jest wiele spraw, wiele rzeczy i wiele ludzkich charakterów, które jej zwyczajnie nie pasują i nie omieszka się o tym poinformować. Ma także cholernie cięty język, jest bezczelna i nierzadko chamska. Ponieważ często nie może sobie poradzić sama ze sobą, co ma swoje źródło w nieumiejętności zrozumienia swojego charakteru i dokładnego odczytania swoich potrzeb (jakkolwiek głęboko i filozoficznie to brzmi), przechodzi od stanów przetykanej kuleniem się gdzieś z boku apatii do skrajnej hiperaktywności. Ponadto idealnie opisuje ją wcześniej użyte słowo „niewychowana”, bo przy każdym spotkaniu z nią odnosi się wrażenie, jakoby – pomimo swej inteligencji – nie znała podstawowych zasad savoir vivre.
PRACA. Jak na kobietę ma zdecydowanie nietypowe zainteresowania, a mianowicie samochody. To ta głęboko zakorzeniona w niej pasja skłoniła ją do tego, aby otworzyć swój warsztat. Wilma od dziecka lubiła oglądać z ojcem wyścigi rajdowe i zawody Formuły 1. Ku niezadowoleniu taty, który na pewno wolałby słyszeć głos komentatora sportowego zamiast jęków swojej córki, młoda Terrori zawsze gorąco go zapewniała, że kiedyś to ona będzie siedziała za kółkiem i machała do fanów przed telewizorami. Frank nigdy nie traktował tej dziecięcej paplaniny na poważnie, ale kiedy okazało się, że nastoletnia Wilma faktycznie planuje powiązać przyszłość z samochodami, nawet zaczął ją wspierać. Jej marzenie ostatecznie wcale się nie spełniło, ale przynajmniej robi to, co zaplanowała sobie przed laty jako swój plan awaryjny.
CIEKAWOSTKI. Co poza tym lubi Wilma? Spać w różnych dziwnych miejscach. Czytać kryminały. Zamawiać niezdrowe jedzenie późnymi wieczorami. Przeglądać foldery reklamowe sklepów spożywczych i supermarketów. Sport, a najbardziej grać w koszykówkę na boisku koło bloku razem ze swoimi nastoletnimi znajomymi. Nosić kapelusze. Spędzać wieczory przed laptopem i poznawać ludzi przez Internet. Dokuczać swojemu sąsiadowi, z którym się wychowywała, a który po dziś dzień nie może lub nie chce jej w to uwierzyć. Oraz swojego chomika, Suszaka.
Jeśli chodzi o rzeczy, których Terrori nie lubi, na pierwszym miejscu stawia egzekwo obiady u ojca, które najczęściej odbywają się w towarzystwie kolejnej nowej partnerki Franka, oraz gadanie, że kobieta nie może być dobrym kierowcą i znać się na samochodach lepiej niż facet. Ponad to nie przepada za muzyką, swoimi naturalnie kręconymi włosami, których do tej pory nie nauczyła się jeszcze ogarniać, oraz dziećmi. Nie lubi również być mylona z mężczyzną (kiedy jest w warsztacie, nosi bawełnianą czapkę, którą naciąga na czoło), chociaż w pewnym sensie ją to bawi.

ZDJECIA
POWIAZANIA
POSTY

Christina Caradona

12 komentarzy:

  1. [ przyszłam się przywitać :) gdyby Jasmine miała samochód to by do niej zawitała, ale ona tylko na rowerze, żeby być bardziej eko. pf]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  2. [ TJ ma prawo jazdy, ale jeździ tak, że wszyscy na niego trąbią, ponadto często nietrzeźwy bywa(i ma tendencję do przykładania większej uwagi na wszystko co mija podczas jazdy autem, niż na drogę przed nim), więc mógłby uszkodzić samochód i podjechać do warsztatu Wilmy. Co ty na to? + Jakieś relacje, powiązanie, czy dopiero się poznają? ]

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Witam serdecznie w imieniu całej Administracji i życzę udanej zabawy na naszym blogu:)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dziękuję bardzo. Oby blog przetrwał jak najdłużej. :-)]

      Usuń
  4. [ tragiczne postaci wychodzą mi najlepiej :)
    oczywiście, zgłoszę się jak będę miała jakiś pomysł, bo chęć i owszem jest]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  5. [Liczę na to, że przetrwa jak najdłużej :) To może wątek z Fabrizio?]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Oczywiście :) Mam takie dwa pomysły do rozwinięcia, a mianowicie, jako że są prawie w jednym wieku, mogą się znać ze szkoły i od czasu do czasu spotykać gdzieś ze wszystkimi znajomymi, albo nawet same pójść czasem na kawę czy coś. Ewentualnie, skoro Wilma (ładne imię tak nawiasem) lubi poznawać ludzi przez internet, to może coś z tym zrobimy?]

    Beatrice

    OdpowiedzUsuń
  7. TJ i samochód do połączenie z góry skazane na porażkę. On ledwo dostał prawo jazdy(udało mu się za drugim razem właściwie tylko dzięki temu, że Balz siedział z tyłu i pokazywał do lusterka ustalone znaki, bo bez nich pewnie znowu by oblał praktykę). Największym problemem TJ'a na drodze było to, że totalnie nie potrafił skupić się(to zupełnie jak Josh, tylko on miał tak przez całe życie przez ADHD z którego ku rozpaczy otoczenia - nie uwzględniając tutaj TJ'a, bo on jego chorobę znosił z niezwykłą cierpliwością - nie "wyrósł", na co chyba szczerze liczono) na patrzeniu na szosę. Zawsze coś musiało go zainteresować i wtedy przejeżdżał na czerwonym, puszczał nogę z gazu albo zamiast zmienić bieg wrzucał ręczny i zatrzymywał się na środku skrzyżowania jak ostatni idiota(którym swoją drogą chyba nawet był; wróć, to chyba całkiem oczywiste, tacy jak on mieli to wymalowane na twarzach i przypieczętowane w genach).
    Teraz nie było inaczej, z tym, że auto przytłukł wczoraj wieczorem i uświadomił sobie to dopiero rano(a właściwie to już w południe, bo około trzynastej, czyli kiedy się obudził i raczył wyściubić nos z domu). Wiadomym było, że sam nie da sobie rady z naprawieniem wgniecionego zderzaka i praktycznie urwanego lusterka(na szczęście od strony pasażera), które misternie przykleił we właściwe miejsce za pomocą taśmy izolacyjnej, co stanowiło raczej - na pewno - stan przejściowy. Zrobił trochę zakupów i po dobrych pięciu minutach błądzenia po okolicy (skręcił o uliczkę za wcześnie, a potem nie wiedział jak wrócić na dobrą drogę, bo wszędzie stały znaki informujące o ślepych uliczkach, ale ostatecznie wyjechał w takie miejsce, skąd już łatwo było mu się odnaleźć w ruchu ulicznym) udało mu się trafić pod warsztat samochodowy. Siaty z zakupami zostawił na tylnym siedzeniu, które po ostatniej akcji ("Balz, dziś śpimy w samochodzie i bawimy się w punków!") całe było zawalone okruszkami od chipsów i bułek, które TJ potraktował zapalniczką, a po wykładzinie nadal walały się kawałki niedojedzonej pizzy(przy czym karton od niej leżał pod siedzeniem kierowcy, o czym TJ zdążył już całkiem zapomnieć; jak zacznie śmierdzieć, to Josh wywali, jak zwykle zresztą, chociaż będzie miał chwilowe zajęcie).
    Ogólnie auto TJ'a odzwierciedlało całą jego osobę. W oryginale było modelem BMW(TJ uwielbiał sobie żartować i robić z tego skrót "Będziesz Miał Wypadek" i faktycznie samochód już niejedno przeżył), ale aktualnie trudno było określić co od czego pochodzi, bo kiedy brakowało części to TJ'owi dokładano je "od kolegi" i teraz auto było idealnym przykładem tuningu nie do poznania. Ostatnio nawet zmieniło kolor lakieru, ale teraz i tak ten odprysnął w kilku miejscach, a cały bok był zarysowany, więc wyglądało na to, że znowu będzie roznoszeniem ulotek parę miesięcy zarabiał na jego ponowne polakierowanie.
    - Haaalooo? Jest tu kto? - spytał dość głośno, wchodząc do warsztatu. Przez chwilę rozglądał się, okręcając breloczek od kluczyków do auta na palcu, aż w końcu doczekał się odzewu. - No, cześć. Zderzak mi się wgniótł, zobaczysz? - uśmiechnął się do pracownika(a raczej "pracowniczki" chociaż z tego jeszcze nie zdawał sobie ciągle sprawy, pomimo dość częstego odwiedzania warsztatu), pokazując tym samym uroczą diastemę(to chyba jedyne co miał w swoim wyglądzie urocze i pewnie gdyby nie strach przed dentystami oraz niechęć do noszenia aparatu to i tego dodatku mógłby się pozbyć, pytanie tylko po co, skoro stanowił on póki co jeden z - niewielu - atutów w jego aparycji?).

    TJ BELL

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dzień dobry, może jakaś ochota na wątek?]

    Louis Morisson.

    OdpowiedzUsuń